music

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaoi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaoi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2013

~Rozdział 6 "Dark Past" [Ostatni]

13 komentarzy:


"Nowy rozdział"


Zamknąłem oczy, przekonany że za chwilę zginę pod kołami samochodu. Jednak zamiast uderzenia poczułem jak ktoś złapał mnie w pasie i mocno szarpnął w swoją stronę. Zdezorientowany upadłem. Latarnie nie daleko mnie zgasły, panowała tu teraz całkowita ciemność. Poczułem że zrywa się coraz silniejszy wiatr, który teraz rozwinął moje włosy i mocno szarpał ubraniami. Momentalnie zrobiło się chłodno, powietrze wokół mnie stało się bardzo ciężkie. Pył przy ulicy, wiejąc w twarz, utrudniał oddychanie. Nagle wszystko ucichło, gdy z ciemności zaczęła wyłaniać się bardzo jasna postać. Panowała tam teraz grobowa cisza, szum miasta zniknął. Tajemnicza sylwetka kierowała się w moją stronę, zatrzymała się około metra ode mnie. Przetarłem oczy, to nie mogła być prawda. Zmroziło mnie kiedy w tej osobie rozpoznałem mojego BRATA, YONGNAMA. Otworzyłem usta, mój oddech stał się szybki, myślałem że to moja wyobraźnia płata mi figle, dopóki .. nie usłyszałem głosu bliźniaka.
-Yongguk, bracie jak mogłeś chcieć to zrobić?! Po tym wszystkim ty chcesz się poddać? Tam w szpitalu jest osoba, która cię kocha, która na ciebie czeka. Nie możesz jej zawieść. Ja już straciłem życie, ty nie możesz. Wystarczy że ja zginąłem, ty musisz żyć za nas obu. Himchan na prawdę jest niewinny, musisz go teraz wspierać.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej?
-Miałem nadzieję, że posłuchasz serca i nie dasz się ponieść emocjom.
-Ale...ale.. - nie mogłem wymusić z siebie ani słowa. Wziąłem głęboki oddech.- Ale kto mnie uratował, gdzie zniknęła ta osoba?- wzeokiem, desperacko chciałem znaleźć kogoś w ciemnościach.
-Nie masz kogo szukać. To byłem ja debilu.- Yongnam zaśmiał się głośno.
-Ty?- nie wierzyłem w jego słowa, w ogóle nie wierzyłem że widzę go i z nim rozmawiam. To było jakieś chore.
-Tak ja, przecież zawsze byłem z tobą, zawsze cię chroniłem, byłem obok.- z niedowierzaniem patrzyłem na mojego brata.
-Minęło tyle lat, czemu ukazujesz mi się dopiero dzisiaj? Nigdy nie odczułem że jesteś obok mnie..

-Nie było potrzeby byś mnie widział, ale uwierz że zawsze nad tobą czuwałem. Jak myślisz, kto tamtego dnia wyrwał nóż z twoich dłoni? Kto parę miesięcy później pomógł ci kiedy autobus którym jechałeś miał wypadek..?
-To byłeś ty?- w moich oczach pojawiły się łzy.
-Tak zawsze byłem, jestem i będę przy tobie. Jestem twoim ANIOŁEM STRÓŻEM. - nie wytrzymałem i wybuchnąłem płaczem.
-YongGuk nie maż mi się tutaj tylko wstawać i leć do szpitala!
-Czy ja mogę... Cię przytulić bracie?- wyciągnął ręce. Kiedy jego dłoń dotknęła mojej, poczułem straszne zimno w tym miejscu, jednak to nie przeszkodziło mi w uścisku. Przytulając brata o mało nie zamarzłem, lecz przekonałem się że on zawsze ze mną jest.
-A teraz biegnij do HimChana i daj mu to. - YongnNam wyciągnął dłoń, w której trzymał medalik z srebrną głową Króliczka. Złapałem za zawieszkę i ruszyłem w stronę placówki. Obejrzałem się by ostatni raz go zobaczyć. Uśmiechał się do mnie i machał ręką na pożegnanie. Odwzajemniłem uśmiech, a moich oczu pociekły ostatnie krople.

Biegłem ile sił w nogach, a chłodne powietrze uderzało w moją twarz. Cały czas zastanawiałem się czy to co wydarzyło się przed chwilą nie było tylko snem, złudzeniem, wytworem mojej wyobraźni. Jednak te emocje, jego głos, jego dotyk, wszystko było takie prawdziwe. Moje serce do tej pory biło tak jak nigdy dotąd, wciąż nie potrafiłem się uspokoić.
Zatrzymałem się przed budynkiem ogromnego szpitala. Wszedłem do środka i spytałem w której sali znajduje się mój Króliczek. Czułem się jak w koszmarze, błądząc po długich korytarzach, szukałem mojego skarbu. W końcu odnalazłem pokój 22, w którym miał znajdować się Kim.
Pomału i niepewnie uchyliłem drzwi i po cichu wślizgnąłem się do środka.
W moich oczach pojawiły się łzy, kiedy ujrzałem HimChana. Był cały podrapany a co gorsza posiniaczony, jego włosy opadły na TWARZ zrywając kilka ran.
Podszedłem do łóżka.

-HimChan..- wyszeptałem przez łzy-Ja tak bardzo cię przepraszam. Co ja narobiłem...
-Już dobrze Bang, nic mi nie będzie.- leżał tam cały poobijany, ledwo oddychając i mówił że nic mu nie będzie?
-Himmi ja.. Ja wiem ze postąpiłem okropnie i liczę się z tym że nie chcesz mnie już znać. Dlatego weź to i zapamiętaj tylko to co dobre., ja usunę się z twojego życia.- Odwróciłem się by opuścić pokój, kolejny raz nie mogłem powstrzymać łez, nie chciałem tak tego kończyć ale musiałem.
-Bang, nie odchodź proszę..- Spojrzałem za siebie. Kim patrzył na mnie smutnymi oczami, przepełnionymi bólem.
-Ty nie chciałeś Hyung, ty to zrobiłeś by pomścić brata, nie wiedziałeś.. Ja nadal cię kocham.- nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałem. Po tym co mu zrobiłem, on nadal mnie kocha?
-Himmi ale ja nie będę potrafił teraz na ciebie patrzeć.
Z każdym dniem spoglądając na ciebie będę widział twoją twarz spowitą smutkiem, bólem i strachem. Wciąż będę miał przed oczyma twój widok, leżącego na ulicy, skatowanego chłopaka. Te wspomnienia nie dadzą mi spokoju, cały czas… Nie wybaczę sobie nigdy że tak cię potraktowałem, przepraszam..
-YongGuk ale ja ci wybaczam, wybaczam to wszystko! Zapomnijmy o tym co było, o tym co stało się tej nocy, proszę. Wystarczy, że teraz zajmiesz się mną, weźmiesz w swoje ramiona i już nigdy nie skrzywdzisz i nie pozwolisz na to nikomu innemu.- wyciągnął swoje ręce, krzywiąc się z bólu, by złapać mnie za nadgarstek.- Ty już mnie nie kochasz?
-Dobrze wiesz że moja miłość do ciebie jest dozgonna, ale czy na pewno damy radę?
-Hyung, kochamy się, na pewno damy radę- na jego twarzy w końcu ukazał się uśmiech. Objąłem go za ramiona i powoli, by nie sprawić mu bólu, przytuliłem do siebie. Czułem jak jego nadal obolałe serce bije i wiedziałem że ona bije tylko dla mnie…



Od tamtego czasu minęło już ponad pół roku. Każdego dnia widziałem jak HimChan powraca do siebie, jak z dnia na dzień uśmiecha się coraz częściej. Mimo iż wciąż wracam myślami do tamtego dnia, żyję teraźniejszością i już nigdy nie pozwolę zranić mojego Króliczka.
Rany na jego ciele już dawno się zagoiły, lecz wiem że na jego sercu pozostanie blizna, która nigdy nie zniknie…




Chciałam także na końcu wyjaśnić sprawę z "tajemniczą blizną" xD Mianowicie, pojawiły się komentarze typu "Dlaczego Bang wcześniej nie zauważył blizny, podczas stosunku?"- a więc macie rację, nie zauważył jej wtedy, ale pisząc to po prostu wczułam się w emocje bohaterów. Bang bardzo pragnął HimChan'a i odwrotnie. Podczas tak dynamicznej sceny po prostu nie zwrócił uwagi na jego znamię, gdyż było ona na prawdę nie duże.Dostrzegł je dopiero gdy przyjrzał się plecom Himmiego. 
To że zauważył bliznę w uliczce (śmierć YongNama) w ciemnościach było zasługą jego brata (wątek fantastyczny), już wtedy pomógł mu.


KAŻDY TWÓJ KOMENTARZ JEST WAŻNY! <3


środa, 21 sierpnia 2013

~Rozdział 5 "Dark Past"

7 komentarzy:
Przepraszam, że tak dawno nic nie dodawałam oraz że rozdział wyszedł taki krótki..


"Will You Be Strong For Me? "

[HimChan]
Widziałem jak Bang podnosi duży kamień i celuje nim we mnie, a dokładnie w moją głowę. Wcześniej nie sądziłem że będzie w stanie mnie zabić, jednak teraz od śmierci dzielił mnie jeden rzut. Po chwili zobaczyłem jak obszczerbiony głaz leci w moją stronę. Wziąłem ostatni, głęboki wdech czekając na koniec. Jednak on nie nastąpił, gdyż kamień minął moja głowę i poleciał o wiele metrów dalej.
Nie wiedziałem że Bang może być taki brutalny i okrutny, nie poznawałem go gdy tak się zachowywał. Teraz bardzo bałem się jego i tego co będzie. Kolejny raz poczułem ostry ból w plecach, kolejny raz Bang kopnął mnie w to miejsce. Przestraszony i cały ranny skuliłem się, czekając aż YongGuk zakatuje mnie na śmierć. Przyjmowałem kolejne, coraz mocniejsze ciosy. Nie mogłem nabrać powietrza, mój oddech był  ciężki, jak powietrze wokół nas. Podniosłem głowę, błagalnie patrząc na kata.
-Mów jak było?! Dlaczego Kurwa to zrobiłeś?!
-Bang to nie tak, ja wcale nie zabi...- dostałem z całej siły po twarz, z moich oczu znów pociekły łzy. Hyung znów upadł na ziemię.
-Dlaczego.. Czemu odebrałeś mi brata, moją jedyną opokę, moje jedyne wsparcie.. Tak bardzo go kochałem, dlaczego, powiedz.. W chwili gdy zobaczyłem jego posiniaczone i zakrwawione ciało, mój świat się zawalił, już nie miałem po co żyć. Wiesz, kilka dni po tym zdarzeniu sam próbowałem odebrać sobie życie, jednak jakiś człowiek wyrwał mi nóż z rąk. Kiedyś dziękowałem Bogu że nie pozwolił mi umrzeć, jednak dzisiaj bardzo żałuję że wtedy to się nie stało, musiałbym teraz patrzeć na ciebie!
-Hyung, ale to nie ja go zabiłem, przysięgam.-ledwo oddychając wypowiedziałem tę słowa.
-Jak nie ty to niby kto?

-Szedłem z moimi, myślałem wtedy że kumplami, kiedy w tej ciemnej uliczce spotkaliśmy twojego brata. Początkowo były to tylko takie głupie zaczepki, lecz kiedy Jong-Up po oraz pierwszy uderzył YongNama, przestraszyłem się. Zacząłem krzyczeć żeby przestali, wtedy i ja oberwałem po twarzy. Zaczęła się walka. Nie wiedziałem za co oni znęcają się nad niewinnym człowiekiem. Postanowiłem ich powstrzymać, rzuciłem się na Daehyun'a, jednak nie byłem zbyt silny i chłopak mógł bez problemu powalić mnie na ziemię . Wymachując (schowany wcześniej w bucie) nożem zrobił mi na plecach ranę przypominająca znak „x”. Następnie wziął mnie na ręce i rzucił. Uderzając o jezdnie straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem zobaczyłem tylko sylwetki uciekających chłopaków i ciebie, jak załamany siedzisz z ciałem brata. Przestraszyłem się, dlatego uciekłem. Po prostu nie wiedziałem wtedy co robić, wiedziałem że o pobicie posądził byś mnie. Dopóki cię nie poznałem żyłem w fałszywej świadomości że YongNam żyje...
-Dlaczego mam ci wierzyć?!
-Hyung, kocham  cię i nie okłamał bym cię..- zamknąłem oczy, nie miałem nawet siły utrzymać otwartych powiek.

-Czyli że ty...że ja ciebie... Jezu! HimChan tak bardzo cię przepraszam! Słyszysz mnie?- Bang kucnął nade mną i wziął na kolana.. Czułem że z sekundy na sekundę tracę resztki życia...




[ YongGuk ]

Boże, jak mogłem być taki głupi! Dlaczego go wcześniej nie wysłuchałem?! Przeze mnie on teraz może um... Nie nawet tak nie mogę myśleć! Wspomnienie o bracie, ta blizna, wszystko składało się w całość, dopóki Kim nie opowiedział mi prawdy. Pośpiesznie zadzwoniłem na pogotowie i podałem nasze położenie.
Teraz kolejny raz trzymałem na kolanach posiniaczone i zakrwawione ciało osoby na której tak bardzo mi zależało. Tym razem to było moja wina, ja spowodowałem że jest  takim stanie.
-Himmi nie umierają proszę! Nawet nie wiem jak cię przeprosić. Pomyliłem się... Tak bardzo się pomyliłem- Strumienie łez spływały na koszulę młodszego. Jak mogłem zrobić coś takiego? Patrząc na Kim'a, nie wierzyłem że to wszystko przeze mnie. Nie mogłem go stracić, nie zniósł bym że to przeze mnie.
-Kiim ! - krzyczałem.
-Hyung, spokojnie- ledwo szeptał tę dwa słowa.-Nic mi nie będzie..
-Wytrzymaj, karetka już jedzie. Nawet nie wiem jak cię przeprosić..- z daleka usłyszałem syreny nadjeżdżającego samochodu szpitalnego, o chwili karetka była już na miejscu. Stałem zapłakany patrząc jak sanitariusze zabierają ciało młodszego i szybko pakują je na łóżko. Podbiegłem do auta, by pojechać z nim.
-Niestety jeśli nie jest pan rodziną poszkodowanego, nie możemy pana zabrać- młoda doktor poinformowała mnie grzecznie.
Opadłem na ziemię, patrząc jak odjeżdża mój ukochany. Tyle myśli pląta się teraz w mojej głowie, wciąż nie mogłem uwierzyć że to wszystko spowodowałem ja. Jak mogłem uderzyć Kim'a, pięknego Króliczka.

Moje całe ciało drżało, że strachu o niego ale też że złości na samego siebie. Nie wytrzymałem i poderwałem się na równe nogi. W mroku nocy łatwo zauważyłem światła nadjeżdżającego samochodu. Rozpędziłem się i już po chwili stałem na środku ulicy, czekając na uderzenie. Nie zasługiwałem na to by żyć, nie po tym co zrobiłem.
Światła z każda sekunda były coraz bliżej i bliżej. Teraz dzieliło mnie od nich nie całe 100 metrów.

-Przepraszam HimChan..- usłyszałem głośny pisk opon...

Podobało się? ZOSTAW KOMENTARZ <3

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

~Rozdział 4 "Dark Past"

8 komentarzy:
UWAGI: ten rozdział zawiera wulgaryzmy i scenę +16


"Początek końca"

-HimChan ale ja... Ja ciebie też kocham-spuściłem wzrok, nie chciałem patrzeć mu prosto w oczy, nie po takim wyznaniu. Nie zdążyłem głębiej odetchnąć gdy poczułem jak ciało Himmiego jest zaraz obok mnie. Teraz był tak blisko że czułem ciepło jego płynącej w żyłach krwi, na szyi czułem gorący oddech.
-Bang mogę?- usłyszałem niepewny szept.
-Możesz- nie musiałem nawet pytać, po prostu wiedziałem co zamierza. Poczułem jak jego miękkie usta dotykają mojej szyi.

Wargi przemieszczały się coraz wyżej aż połączyły się z moimi. Widziałem że młodszy nie czuje się dość pewnie w tej sytuacji, dlatego postanowiłem przejąć inicjatywę. Powoli włożyłem swój język do ust Kim'a, gładząc nim wargi i podniebienie chłopaka. Z każda chwilą nasz pocałunek pogłębiał, Króliczek otwierał  się przede mną coraz bardziej. Poczułem ciepłą, miękką dłoń na moich plecach. Po chwili moja koszulka zaczęła się zsuwać, podobnie jak ubrania młodszego. Nie minęła minuta a byliśmy już całkiem nadzy. Zazwyczaj krępowałem się w takich sytuacjach, jednak przy HimChanie wszystko było inne, nie wstydziłem się swojego ciała.
Złapałem Kim'a za pośladki, podniosłem do góry, zaniosłem do sypialni i delikatnie ułożyłem go na łóżku. Przykryłem go swoim ciałem, dalej całując go po szyi i klatce piersiowej. Zauważyłem niepewność w jego oczach gdy może usta dotykały teraz jego podbrzusza.
-Jesteś pewien że chcesz to zrobić ?-zapytałem gdyż tak bardzo nie chciałem go zranić.
-Jestem gotowy- odparł z uśmiechem. Spojrzałem w te ciemno-czekoladowe oczy i widziałem w nich to głębokie uczucie które pozwalało mi, a właściwie nakazywało na dalsze pieszczoty. Ręką delikatnie przesunąłem po jego męskości, jego ciało zadrżało, sprawiło mu to przyjemność. Teraz Oplotłem go całą dłonią i począłem nią przesuwać w górę i dół. Po kilku ruchach poczułem że jego penis jest już cały sztywny, mimo to kontynuowałem pieszczoty.
-Aaa- wydało się z ust młodszego, który teraz mocno zaciskał pięści na pościeli. Widziałem jak z sekundy na sekundę HimChan jest coraz bardziej podniecony, postanowiłem pójść dalej. Zdjąłem dłoń z przyrodzenia i powoli wsunąłem penisa do swoich ust. Moje wargi lekko pieściły go, a język owijał się dookoła by sprawić jeszcze większą przyjemność. Moje ruchy stawały się coraz bardziej stanowcze i szybsze. Kolejne jęki rozkoszy wydobywały się z pięknych ust Kim'a. Podczas zadowalania kochanka nie zapomniałem o sobie i szybkimi ruchami ocierałem dłonią o swoje prącie. Muszę przyznać że HimChan nie był pierwszym z którym kochałem się, dlatego też znałem się ciut na tym. Wiedziałem jak doprowadzić go do szczytu podniecenia, dlatego też oderwałem się od jego penisa i pewnym ruchem przewróciłem go na brzuch. Młodszy wiedział już o co chodzi, dlatego usłyszałem;
-Bang, daj z siebie wszystko- Dzięki temu przyzwoleniu wiedziałem że mogę bez wahania zaspokoić jego potrzeby. Lekko wszedłem w niego i zacząłem się poruszać, na początku powoli by później przyśpieszyć. Oplotłem swoje dłonie wokół jego bioder, by moc pogłębić swe ruchy. Teraz dociekałem jego pośladki, najmocniej jak mogłem. Po pewnym czasie usłyszałem głośne stop, z ust Kim'a. Przerwałem, a młodszy odwrócił się z powrotem na plecy.
-Co się stało? Byłem za ostry?
-Nie, nie raczej genialny, ale chodzi o to ja też chciałbym no wiesz...spróbować.
-Jestem cały twój, rób że mną co tylko chcesz- uśmiechnąłem się, rzucając się bezwładnie na łóżko. Oddałem się cały w jego ręce. Ajshh, ale jak piękne i cudne ręce.
Uwielbiałem kiedy Mój Króliczek stawał się ostry jak teraz. Czułem w sobie przyjemną rozkosz która wypełniała każdy zakątek mojego ciała.
-Hyung ja zaraz ..-Fala gorąca, oblała moje sztywne ciało.
Kiedy oboje zakończyliśmy już nasze doznania, postanowiliśmy że dziś nie będziemy nic robić. Perspektywa przeleżenia całego dnia w łóżku i to z Kim'em wydawała mi się genialna. Młodszy skoczył na dół po jakieś filmy i trochę jedzenia i już byliśmy gotowi.
-Obejrzymy Harrego Pottera, proszę?!-HimChan z dziecięcym wyrazem twarzy zwrócił się w moja stronę.
-Jasne- nie obchodziło mnie co będziemy oglądać, liczyło się tylko to że będę mógł być blisko ukochanego.

Podczas gdy Króliczek oglądał film, ja zapatrzony byłem w jego piękne oczy, które teraz z taka ciekawością wlepione były w ekran. Nie zauważyłem kiedy tę oczy zmieniły cel obserwacji.
-Coś się stało Bang? Czemu się tak na mnie patrzysz zamiast oglądać film?
-Umm Himmi nawet nie wiesz jak uwielbiam na ciebie patrzeć,  mógłbyś być jednym widokiem do końca mojego życia.-Zauważyłem że jego policzki stały się ciut różowe, hyhy zawstydziłem go.
-Mmm Hyung dziękuje, czuje się teraz taki piękny- aegyo które teraz zrobił było przesłodkie.-Ale ty też wyglądasz pięknie!
-Ja?! Dziecko ulicy?!
-Nie mów tak nawet! Jesteś idealny...! Dla mnie zawsze będziesz...- Poczułem ciepło jego ust, które złączyły się z moimi, by po paru sekundach znów się rozstać.
-Kocham cię Hyung!
-Ja ciebie też mój Króliczku...

Następny dzień

-Hyung?
-Tak?
-Dziś kończy mi się urlop.. Na 10 będę musiał iść do pracy.
-Rozumiem, czemu mówisz to takim głosem, przecież to nic złego. W ogóle gdzie ty pracujesz?
-Ja po prostu teraz tylko chronię ludzi, by nikt ich nie skrzywdził.. Nie chce byś zostawał sam, ajsh o tym nie pomyślałem..
-Ale przecież to nic. To dobry czas bym i ja się czymś zajął. Himmi, jest za 20 dziesiąta!
-Aaaa lecę papa- pospiesznie pocałował mnie w policzek i za chwilę zniknął za drzwiami. Czyli że zostałem sam, znowu..  Przez cały dzień łaziłem z kąta w kąt, szukając jakiegoś ciekawego zajęcia, jednak poszukiwania nie były tak łatwe jak myślałem. Postanowiłem pójść na spacer, dochodziła już 8, więc było już dość ciemno. Kochałem łazić po mieście nocą. HimChan napisał smsem że zwróci dopiero koło 10, więc miałem jeszcze więcej czasu tylko dla siebie. Założyłem kurtkę, zabrałem klucze i po chwili szedłem już jedną z powitych mrokiem ulic. Jak zwykle w tej okolicy, wiatr lekko poruszał korony drzew, który wydawały teraz tak przyjemny dźwięk szumu. Gdzie nie spojrzałem, wszystko kojarzyło mi się tylko z Himmim. Najjaśniejsza gwiazda na niebie, samotny krzew na końcu ulicy, pani z dzieckiem o czekoladowych włosach, czy HimChan idący w moim kierunku...?! Musiałem przetrzeć oczy, gdyż myślałem, że to tylko wyobraźnia płata mi figle. Jednak zmieniłem zdanie gdy zobaczyłem jak postać teraz biegnie do mnie, usłyszałem wołanie
-Bang!- Tak to musiał być on. Nim się obejrzałem ów człowiek rzucił się na moją szyję by następnie móc wtulić się w ramiona.
-Aa jak ja tęskniłem!
-Ja t..-nie mogłem dokończyć, gdyż mój Króliczek wbił się w moje usta.
-Kocham Cię Hyung !
-Ja Ciebie też, aż tak tęskniłeś- moje ręce spoczęły na jego plecach, by móc je powoli przecisnąć jeszcze bardziej do siebie. Moja dłoń napotkała jakieś dziwnie chłodne i mokre miejsce na dole koszulki.
-Himmi odwrócić się.
-Po co?
-Chce coś zobaczyć, mas co na koszulce.
-Serio? Ahh ok.-młodszy posłusznie zmienił swoje położenie. Zaniepokoiłem się gdy na koszulce zobaczyłem czerwone miejsce.
-To krew! Co ci się stało?
-To nic po prostu zawadziłem o barierkę jak do ciebie biegłem.
-Pokaż mi to.
-Nie, nie trzeba wszystko jest ok- jak zwykle nie martwił się o siebie, nigdy tego nie robił. Co by się nie stało on był tak spokojny, jednak musiałem sprawdzić czy nie jest to coś poważniejszego. Podwinąłem jego ubranie, rana nie wyglądała na poważną, więc nie było dużego powodu do zmartwień.
-To nic takiego.-uśmiechnąłem się do siebie.
-Mówiłem Hyung- jego głos wydał się już znacznie bardziej radosny.
Moje spojrzenie przykula blizną jaką Himmi miał na plecach. Zaraz... Blizna w kształcie X?! Niemożliwe...
-HimChan skąd masz tę bliznę?-mój oddech był szybki, nie wierzyłem w to co widzę.
-Kim ! Skąd ja masz?!- odwróciłem go i złapałem za ramiona. -Skąd?! Gadaj!- widziałem że młodszy bardzo się boi. Jego ciało lekko drżało, a w oczach powoli pojawiały się łzy.
-Nie krzyczy Hyung..
-Zamknij się i gadaj! Zaraz.. Ty wiedziałeś, mówiłem ci o YongNamie. Nie, to niemożliwe.. Ty szmato! Kurwa! Wiedziałeś o tym cały czas i okłamywałeś mnie?!- bezsilny upałem na kolana. Głośny krzyk wydobył się z mojego gardła, byłem wściekły.
-Hyung ja przepraszam..-HimChan stał cały zalany łzami, trzęsąc się coraz bardziej.
-Przepraszam?! Ty suko, jak mogłeś..-nie panowałem nad sobą. Powoli znów stanąłem na nogi, teraz to z moich oczu spływały strużki płynu. A ja mu ufałem, kochałem go, KOCHAŁEM! a on mnie oklamal.
-Czy chciałeś mi kiedykolwiek o tym powiedzieć, co?!- uderzyłem go w twarz tak mocno, aż upadł na ziemię.
-Pamiętasz może jak mówiłem że JAK ZNAJDE TEGO KTO ZABIŁ MOJEGO BRATA.....ZABIJĘ GO!

-Ale ja..
-Zamknij tę parszywą mordę ! ZGINIESZ SZMATO...!- Moje dłonie złapały młodszego za ubranie i podniosły, by potem rzucić ciałem jak najdalej. HimChan upadł na ziemię, jego plecy trafiły na kamień, więc powstała na nich kolejna, głębsza rana.
Nie kontrolowałem się, po prostu wpadłem w furie, gdy dowiedziałem się że to właśnie on odebrał życie mojemu bratu.
Zerwał się silny wiatr, który targał naszymi ubraniami i rozwiewał włosy. Niebo pociemniało i zakryło się czarnymi wręcz,  burzowymi chmurami.
HimChan próbował się podnieść i coś powiedzieć, jednak ja nie zważałem na to, nie byłem w stanie racjonalnie myśleć...

Złapałem duży kamień, leżący obok młodszego i wycelowałem nim w jego głowę. Byłem gotowy do rzutu. Zebrałem wszystkie siły i cisnąłem nic najmocniej jak tylko mogłem. Usłyszałem cichy krzyk... 

MIŁO BD JAK ZOSTAWISZ KOMENTARZYK<333

poniedziałek, 10 czerwca 2013

"Pęknięte serce" [OS]

12 komentarzy:

Uchhh w końcu dodaję coś nowego ;) Ostatnio jakoś nie mam dobrego nastroju i pisuję przeważnie smutasy.. No to chciałabym przedstawić Wam jeden z nich. Mam ogromną nadzieję ze się spodoba ;D
Liczę także na wasze komentarze <3


Było już w pół do 12, a on nadal nie wracał do domu. Cały wieczór czekałem tylko na niego. Przyrządzona przeze mnie kolacja już dawno wystygła, jednak nie byłem na niego zły, bardziej się o niego martwiłem.  Znów został na Sali treningowej, by obmyślić nowe kroki do układu, zawsze tak ciężko pracował.  Mówił, że dziś wróci wcześniej…
Usiadłem na łóżku w naszym pokoju, nie mogłem zasnąć, choć chyba nawet nie próbowałem. Po około 10 minutach usłyszałem dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza.
-KiKwank!- moje serce podskoczyło z radości.  Od razu (w samych bokserkach) pobiegłem do salonu, w którym smacznie, nie wiedzieć czemu, spał HyunSeun. Leżał owinięty w koc, dziwnie skulony na brzegu kanapy i chrapał dość głośno.  Dlaczego nie śpi u siebie, razem z Woon’em? Pewnie się pokłócili i Dong go wywalił z pokoju. Nie wnikałem już .
-KiKwang!- rzuciłem się na szyję ukochanego.
-Hyung aż tak się stęskniłeś?- Ki zaśmiał się. Tuląc go poczułem dziwną woń, zapach alkoholu…
-Piłeś?
-Yang przepraszam, byłem w barze po skończonym treningu. Miało być tylko jedno piwo, ale spotkałem Smoka i  Eunhyuk’a i … tak wyszło.
-Nie mogłeś chociaż zadzwonić?!  Czekałem jak głupi z myślą, że tak bardzo się przemęczasz, a ty w tym czasie się bawiłeś.
-Przecież przeprosiłem Hyung. Wybacz mi- W tym momencie nie miałem już ochoty z nim dyskutować. Było już koło 1, wszyscy spali, więc swoim krzykiem nie chciałem ich obudzić. Nie chciałem, by widzieli takie coś. Ostatnio i tak zauważyli że między mną a KiKwang’iem przestało się układać.
Poszedłem do pokoju i położyłem się do łóżka. Chciałem już zasnąć. „Powiedział, że będzie ćwiczył.”  Byłem wściekły, że mnie okłamał, pewnie robił tak zawsze. Tak bardzo nie lubi spędzać ze mną czasu ? To po co w ogóle jesteśmy razem? Do pokoju wszedł on. Miał uśmiech na twarzy.
-Dobrze wiem, że nie umiesz się na mnie długo gniewać Yoseob- podszedł do łóżka i jakby bezwładnie opadł na nie. – No chodź tu do mnie- jego ręce odciągnęły ze mnie koc, zostałem praktycznie nagi, nie licząc bokserek. Zbliżył się do mnie, zaczął całować w szyję. Tak uwielbiałem jak to robił. NA pewno odwzajemniłbym pocałunki, gdyby nie ten odór alkoholu. Przecież dobrze wiedział, że ja nie piję i że nienawidzę jak ktoś to robi. Ja po prostu nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Na dodatek ten zapach przypominał mi o jego kłamstwie.
-Nie Kwang. Dziś nie mam ochoty na jakiekolwiek zabawy z tobą.  Najlepiej jakbyś spał na dole.- dopiero teraz przypomniałem sobie, że nasz HyunSeun tam śpi, więc nie mam go nawet gdzie wygonić.
-No Yoseob, chodź proszę- jego ręce zaczęły zbliżać się do mojego nagiego ciała.
-Nie!- Coś we mnie eksplodowało. Teraz miałem ochotę wygarnąć mu wszystko co tak bardzo mnie bolało, już od dawna i to zrobiłem.
-Nie Ki !Nigdy Cię nie ma. Zawsze siedzę sam bo ty jesteś na treningach. Przynajmniej tak myślałem, bo sam  już nie wiem gdy się włóczysz. A jak już się pojawisz od czasu do czasu, to chcesz się tylko ruchać! Mam tego dosyć! Ty tak naprawdę mnie nie kochasz, więc po co to wszystko?! Zależy Ci tylko na seksie! Jak chcesz sobie pobzykać to idź do jakiejś dziwki. JA NIĄ NIE JESTEM!- gdy wrzuciłem to wszystko z siebie, ujrzałem zmieszaną minę młodszego.
-Ale Yoseob, nie moja wina że mam na to ochotę. Przecież to jeden ze sposobów okazywania miłości,  co nie?
-Ale dla ciebie chyba jedyny!- Czułem jak łzy napływają mi do oczu. Odepchnął go od siebie i narzucając na siebie byle co, wybiegłem z domu. Nie byłem w stanie już o tym myśleć. Tak bardzo go kochałem, a on nigdy mnie o tym nie zapewniał. Zacząłem biec. Na twarzy poczułem chłód, zaczął padać deszcz. Wiatr mieszający się z kroplami uderzał w moje ciało, jakby powstrzymując je od ruchu. Ciemne chmury ogarnęły niebo. Czułem się jakby wstąpiły także do mojego zycia. Po za domem byłem już dobre pół godziny. Nie wiedziałem która jest , nie wziąłem ani zegarka, ani telefonu. Nie chciałem by do mnie dzwonił. Nie miałem ochoty słyszeć jego głosu. Zwolniłem i skręciłem w ciemną uliczkę. Kiedy tak szedłem, zaczepiło mnie paru gości. Byłem tak zamyślony, że nawet nie zauważyłem skąd się wzięli.
-Czemu włóczysz się sam po nocy, co ?
-Przestań pieprzyć tylko rób co masz robić.- ktoś zwrócił się do  pierwszego rozmówcy.-Dawaj kasę!- Te słowa były skierowane już w moim kierunku.
-Ale panowie ja nie mam nic przy sobie, przysięgam.- Poczułem ból w plecach, upadłem. Jeden z nich kopnął mnie. Nie widziałem ilu dokładnie ich tam było, chyba koło 5-6.
-Tak chcesz się bawić? Przeszukać go!- wydał rozkaz. Dłonie napastników zerwały ze mnie ubrania i poczęły przeszukiwać każdy zakamarek.  Na twarzach złodziei pojawiło się niezadowolenie, gdy nic nie znaleźli. Jeden z nich sięgnął do kieszenie i wyjął z niej nóż.
-Nie, proszę!- błagałem go leżąc na chodniku. Widziałem jak ostrze zbliża się do mnie. Poczułem jak broń przebija moją skórę. Z moich ust wyrwał się krzyk. Kolejne ciosy zadawane w brzuch, twarz i plecy były coraz mocniejsze i zostawiały coraz głębsze rany. .

Sprawca,
wziął moje ręce i powoli przesuwając nożem po nadgarstkach, porozcinał je. By być pewnym że nie przeżyję tego ataku, pogłębiał rany jeżdżąc  narzędziem w przód i tył. Widziałem jak strugi krwi spływają z mojego brzucha, rąk i nóg. Nie miałem nawet siły krzyczeć, moje płuca przepełniało zimne, wilgotne powietrze. Powieki stawały się coraz cięższe. Tak bardzo broniłem się przed ich zamknięciem, jednak nie dałem rady. Moje oczy zamknęły się powoli. Ostatnią rzeczą jaką widziałem był wielki bilbord-zegar, wskazujący godzinę 2:00. Teraz każde nabranie powietrza było dla mnie okropnym bólem. Poddałem się.  W tej chwili moje pęknięte serce zaczęło zwalniać…

[KiKwnag]


Wybiegł? Tak po prostu? Nie wiedziałem co robić. Na chwilę usiadłem na krześle, musiałem odpocząć, pomyśleć. Uspokoiłem się po kilku głębszych oddechach i postanowiłem poszukać mojego ukochanego. Zerknąłem na zegarek, była 1:59. Kiedy wstawałem skierowałem się w stronę drzwi.. Usłyszałem potrójne piśnięcie oznaczające że wybiła 2:00. Chwytając za klamkę usłyszałem  trzask tłuczonego szkła .
Odwróciłem się i ujrzałem nasze wspólnie zdjęcie leżące na podłodze. Dlaczego spadło z szafki? Podszedłem i spojrzałem na nie. Szybka ochraniająca je pękła dokładnie w miejscu gdzie na zdjęciu znajdował się Yoseob. Moje ciało przeszedł dreszcz. Szybko wybiegłem z domu i ruszyłem po prostu przed siebie. Nie miałem pojęcia gdzie go szukać. Dość chłodny wiatr powiewał, kołysząc lekko liście na drzewie. Rozglądałem się dookoła, mając nadzieję że światła wielkiego miasta wskażą mi prawidłową drogę. Dotarłem do ciemnej ulicy, oświetlonej tylko kilkoma latarniami. W ciemnościach ,spostrzegłem w oddali postać, ktoś tam był. Rzuciłem się w tamtym kierunku . Gdy byłem już bardzo blisko, powoli nachyliłem się by ujrzeć twarz poszkodowanego. Zamarłem kiedy ujrzałem twarz mojego Yoseob’a. Leżał tam praktycznie nagi, trzęsąc się z zimna. Jego piękna twarz była teraz blada, pokryta licznymi siniakami i całą ran na jego ciele. Wziąłem poranione ciało w ramiona. Nie mogłem opanować łez, które teraz, w deszczu nie były widoczne. Kompletnie nie wiedziałem co robić, a przecież on umierał, umierał na moich rękach. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak ważna jest dla mnie osobą, jak bardzo go kocham. Przeklinałem siebie w myślach, przypominając sobie jak źle go traktowałem. To ja powinienem tu leżeć, a nie on!
-Yoseob? Słyszysz mnie? – resztki świadomości kazały mi wypowiedzieć te słowa. Czekałem na jakąkolwiek odpowiedź, czekałem aż jego piękne usta się poruszą. –Yoseob! Pomocy- krzyczałem., choć wiedziałem że nie ma tu nikogo. Zobaczyłem, że jego oczy powoli się otwierają. –Yoseob?
-K-ko-kocham Cię, pamiętaj- prawie niesłyszalnie wyszeptał i jego powieki znów złączyły się .
-Nie!- Przyłożyłem ucho do jego klatki piersiowej, nie usłyszałem nic. Moja dłoń także nie wyczuła pulsu. W tej chwili pękło moje serce. Na swoich rękach trzymałem najukochańszą mi osobę, która….która już była martwa.
Nie wyobrażałem sobie, że już nigdy nie zobaczę jego uśmiechu, nie będę mógł się zachwycać jak pięknie wygląda, kiedy wiatr lekko rozwiewa jego włosy, jego delikatnych dłoni które zawsze tak czule mnie obejmowały. Gdyby nie ja.. on dalej by żył, dalej by cieszył się życiem.
-Obiecałem kiedyś, że będę z tobą zawsze… Muszę dotrzymać słowa…
Wziąłem go na ręce i powoli ruszyłem w stronę klifu, położyłem go na ziemi i ostatni raz ucałowałem jego usta.


-Wiem, że to moja wina. Chciałbym żebyś wiedział, że zawsze cię kochałem, choć nie umiałem tego okazać… Dla ciebie…- stanąłem na brzegu przepaści, wciąłem głęboki oddech i .. odepchnąłem się. Zamknąłem oczy wiedząc, ze moje ciało roztrzaska się o skały znajdujące się przy brzegu. Chciałem być z nim zawsze. Już na wieki RAZEM. W myślach wciąż miałem jego uśmiechniętą twarz, i jego głos mówiący „Kocham Cię”…
DLA CIEBIE…










Oczywiście zapraszam do komentowania tego opowiadania oraz napisania SWOJEJ HISTORII w zakładce "MY FEELINGS" <3

sobota, 5 stycznia 2013

"Obsesja 5 "

10 komentarzy:

Kochani, zbliżamy się do końca... Przewiduję albo jeszcze jeden rozdizał lub zamiast niego PROLOG. Tak czy inaczej opowiaanie dobiega końca. Trudno było mi pisac ten rozdział po tym co było ostatnio z Block B (myślę że wszytscy dobrze znaja sprawę) ale udało się, w końcu jest!! :D



-Proszę cię tylko o to- Wyszeptał. Zacisnąłem nóż w swojej dłoni…
-Nie mogę tego zrobić… Nie bój się, wydostaniemy się stąd, Hoon nam pomoże, zobaczysz.- Napełniłem jego serce nadzieją.Obaj usiedliśmy pod ścianą, czekając na P.O, który miał się nie długo zjawić. Przyjrzałem się bliżej, nowo poznanemu chłopakowi.
Na oko wyglądał na trochę starszego ode mnie. Ciemne, dość długie i falowane włosy opadały na jego bladą twarz, po części zakrywając ciemne oczy. Te oczy…Było w nich coś co przyciągało wzrok. Spojrzeniem objąłem jego sylwetkę. Miał na sobie podarty T-Shirt i ciemną, brudną skórzaną kurtkę. Był dość wysoki, wyglądał marnie. Na jego torsie dało się zauważyć liczne siniaki i zadrapania. Usta chłopaka były rozcięte i do tej pory od czasu do czasu pojawiało się na nich kilka kropel krwi. Siedział ze spuszczoną głową, cały się trzęsąc, nie mówił nic. Chciałem zapytać go o coś, cokolwiek, byle by przerwać tę dziwną ciszę. Gdy już otworzyłem usta, usłyszałem skrzypienie drzwi.  Teraz mój wzrok, myśli skupiły się na sylwetce ukochanego.
-Ahh to jesteś tutaj. Zico już się tobą pobawił. Szybko jak na niego-Ostatnie zdanie wypowiedział z lekkim zdumieniem. –Nie bój się, uciekniemy stąd-Dodał, klepiąc nowego po ramieniu. Teraz uwaga P.O skupiła się na mnie.
-Kim! Nic ci nie jest?
-Mi? To raczej ja powinienem o to zapytać! Wczoraj ty i Zico, wy..- Nie dokończyłem, nie wiedziałem jak to ująć, nie chciałem go urazić.
-Jeśli o to chodzi U-Kwon, to nie martw się, do niczego między nami nie doszło.
-Ale te głosy i Zico, jak mówił do ciebie kochanie..-Nic nie rozumiałem, czy Pyo kłamał?
-Kochanie, obiecuję ci. To co słyszałeś, to nie było ze mną. Gdy ten świr zaczął się do mnie dobierać, oznajmiłem mu, ze nie mam na to ochoty, więc wkurwiony wyżył się na swojej nowej zdobyczy.- Ruchem głowy wskazał na siedzącego obok i przysłuchującego się naszej rozmowie JaeHyo. Ten pewnie zawstydzony i zmieszany, odwrócił głowę w drugą stronę.-Słuchaj, jutro Zico wyjeżdża, to nasza szansa.- Razem z nowym wysłuchaliśmy szczegółowego planu dotyczącego naszej jutrzejszej ucieczki. Wszystko wydawało się proste, lecz jutro mieliśmy się przekonać, że nie wszystko będzie szło po naszej myśli.


*Następnego dnia*


-Wstawaj, twój przyjaciel był tu i kazał się nam zbierać, powiedział, że za 20 min po nas przyjdzie.- Otwierając oczy ujrzałem wystraszoną twarz nowego kolegi. Od razu zerwałem się na równe nogi. Niecierpliwie czekaliśmy zaraz przy wyjściu z pomieszczenia. Ostatni raz spojrzałem na tę salę. To tutaj przeżyłem swoje najgorsze chwile w życiu, miałem nadzieję, że już nigdy tu nie powrócę, że już nigdy nic podobnego mnie nie spotka. Drzwi otworzyły się. -Zico pojechał, straże jeszcze śpią, szybko ich wyminiemy i reszta drogi jest wolna.- Pospiesznie ruszyliśmy za P.O. Z łatwością wydostaliśmy się na zewnątrz budynku. Nie widziałem go wcześniej, po porwaniu ocknąłem się już dopiero w „Sali tortur”. Budynek przypominał wojenny bunkier, schowany był za gęstymi krzakami, a wejście było widoczne dopiero z bardzo bliska. Do niego prowadziła jedna tylko droga, którą ruszyliśmy. Mimo tego, że strażnicy nie czuwali, biegliśmy najszybciej jak tylko się dało, P.O nie chciał ryzykować. Nagle zatrzymał się, a na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Moje serce także zaczęło bić szybciej gdy zauważyłem samochód, ten sam samochód do którego wciągnięto mnie, jadący w naszym kierunku. -Co?! Przecież powinien wracać dopiero za jakieś 30 min, nie, nie..! On nas wszystkich pozabija!-Hoon zaczął panikować. Sytuacja wydawała się dramatyczna. -Nie poddamy się, za mną!- Krzyknąłem i od razu ruszyłem ku samochodowi. Rozpędzony wskoczyłem na jego maskę, przebiegłem po dachu, zeskoczywszy z auta od razu się zatrzymałem, czekając na towarzyszy. Po chwili zobaczyłem przeskakującego pojazdP.O. Wszystko działo się tak szybko. Czekaliśmy tylko na JaeHyo.


Chłopak wybił się przed autem, jego jedna noga była już na masce. Nagle zachwiał się i z krzykiem upadł do tyłu, wpadając prosto pod jego koła. Usłyszeliśmy tylko trzask łamanych kości, gdy samochód przejechał po leżącym na drodze przyjacielu. Dokoła rozlała się krew cieknąca ze zmiażdżonych kończyn. -Nie!!! Hyung!- W moich oczach pojawiły się łzy, gdy spojrzałem na zmasakrowane ciało JaeHyo. Przez te dwa dni zdążyliśmy się trochę poznać, dowiedziałem się wile o jego przeszłości. Porwano go gdy szedł spotkać się ze swoją dziewczyną, miał się jej oświadczyć… Zapłakany spojrzałem na Pyo, także stał w bezruchu nie mogąc nic powiedzieć. Samochód jechał dalej, zostawiając za sobą krwawe ślady opon, zawrócił dopiero przy budynku i z dużą prędkością ruszył w naszą stronę.  Chwilę potem poczułem szarpnięcie za rękę. -Nie pomożemy mu już, uciekamy. -Ale… -On już nie żyje, Kwon uciekajmy, nie chcę także stracić ciebie!- Zerknąłem jeszcze raz na JaeHyo i uczyniwszy znak krzyża znów zacząłem biec. Z daleka słyszeliśmy krzyki Zico. -Tutaj!- Zico pociągnął mnie, skręciliśmy w głąb lasu-Nie wiedzie między drzewa, za mało tu przestrzeni, jeszcze mamy szanse!- Tak tez było, Zico nie mogąc wjechać za nami, wysiadł z auta i zaczął biec za nami. Biegłem ledwo łapiąc oddech , jednak nie mogłem się teraz poddać. Potknąłem się o wystający z ziemi korzeń drzewa, upadłem. Nie mogłem zawołać P.O, który o niczym nie wiedząc biegł dalej, nie mogłem złapać powietrza. Ze strachem obejrzałem się do tyłu, rozzłoszczony Zico  był już coraz bliżej mnie. Zebrałem wszystkie siły i z trudem krzyknąłem: -Pyo pomocy!- Nie widziałem już jego sylwetki, był dalej, nie wiedziałem czy mnie usłyszał. W tym momencie poczułem lekkie wstrząsy ziemi, starszego ode mnie dzieliło dosłownie kilka metrów. Próbowałem wstać jednak moje mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Spojrzałem w kierunku, w którym pobiegł Hoon, nie było go. W mojej głowie pojawiła się myśl, że to już moje ostatnie chwile. Odwróciłem się i ujrzałem stojącego nade mną Zico, trzymał broń i celował nią prosto w moją głowę. *Boże ratuj*-Pomyślałem.
-Myśleliście, ze uciekniecie?  Nigdy by wam się to nie udało. Twój starszy kolega już nie żyje, ty też zaraz zginiesz, a P.O? Jego i tak znajdę i dam nauczkę za to, że wam pomagał- W jego oczach malowała się prawdziwa wściekłość. Naładował pistolet i jeszcze raz wymierzył nim w moją stronę. Zasłoniłem twarz rękoma, nie chcąc na to potrzeć, usłyszałem strzał, jedna nic nie poczułem. Niepewnie  otworzyłem oczy i ujrzałem leżącego na ziemi Zico, a za nim stojącego, jeszcze z wycelowaną bronią, P.O. Mój oddech stal się szybszy, nie mogłem uwierzyć, że nadal żyję.Pyo od razu pomógł mi wstać i gdy tylko to uczyniłem, wtulił się we mnie. -Myślałem, ze już zginę, nie wiem jak ci dziękować…-Powiedziałem drżącym głosem.
-Nie musisz, już spokojnie Kwon, jestem przy tobie.- Trwaliśmy w uścisku krótką chwilę. Dlatego, że P.O chwycił mpjątwarz w dłonie i powiedział:

-Teraz już zawsze będziemy razem.- Moje serce, ze szczęścia, biło jak szalone. Zico nie żyje, ja w końcu się uratowałem i będę mógł być szczęśliwy z P.O. Jedynym co mnie zasmucało to pamięć o JaeHyo.
Kiedy zakopaliśmy ciało Zico, wróciliśmy na drogę, na której nadal leżał starszy przyjaciel. -Pyo zabierzmy go stąd, zasłużył na pogrzeb, normalny, nie możemy go tutaj tak zostawić. -Jasne Kim.







środa, 2 stycznia 2013

"Obsesja 4 "

8 komentarzy:

Wiem, ze długo czekaliście i mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział :)




-Niee!-Wyrwało się z mojego gardła, gdy poczułem jak, wiszące jeszcze nie dawno nade mną ciało P.O, upada bezwładnie na moje plecy. Zacząłem się trząść, nie potrafiłem tego opanować. Próbowałem podnieść się, ale moje mięśnie nie sprostały zadaniu, wydostania się spod  chłopaka. Na myśl nasuwała mi się ta najgorsza opcja, chciałem ja przepędzić, lecz ona za chwile powracała, jak bumerang. *On  nie mógł tego zrobić*- krzyczałem w myślach. Zebrałem wszystkie siły i powoli zepchnąłem z siebie jego ciało. Rozejrzałem się dokoła, w pomieszczeniu nie było już Zico. Musiałem być w takim szoku, że nawet nie zwróciłem uwagi kiedy wyszedł. Ze strachem skierowałem wzrok na P.O. Nie ruszał się, co mnie przeraziło.

-Pyo Ji Hoon!- Podszedłem do chłopaka i starałem się go obudzić, jednak nic nie zdziałałem. Moje serce zaczęło szybciej bić, kiedy spostrzegłem stróżkę krwi spływającą po głowie mężczyzny.-Nie! – krzyknąłem i ukryłem twarz w dłoniach, a z moich oczu pociekły słone łzy. Nigdy bym nie przypuszczał, że zapałam do niego tak wielkim uczuciem, że jego odejście tak bardzo mną wstrząśnie. Jego już nie ma…
Jeszcze raz spojrzałem na niego, na jego piękne ciało, które teraz wydawało się być takim kruchym. Kiedy tak wtulałem się wzrokiem w jego ramiona, coś przyciągnęło moją uwagę, coś odbijającego lekko światło. Doznałem kolejnego ataku, gdy do mojej świadomości doszło, iż jest to nabój, wystrzelony z pistoletu Zico. *Czyli jeśli był tylko jeden strzał, a kula jest tutaj to...*  Od razu rzuciłem się w stronę  P.O, dokładnie przypatrzałem się ranie. Nie została ona zrobiona przez nadlatującą kulę, było to po prostu dość głębokie rozcięcie. Nie daleko zauważyłem dość ciężki kamień, który… No właśnie. Spojrzałem na ścianę, w jednym miejscy była odpryśnięta. Zico musiał chybić i kula trafiła właśnie w to miejsce, a oderwany kawałek spadł na głowę Pyo powodując krwawienie. To tylko był tylko moja teoria, ale ulżyło mi kiedy uświadomiłem sobie, że P.O w swojej głowie nie ma naboju. Od razu zacząłem go ocucać.
-Obudź się, proszę nie zostawiaj mnie…- Właśnie w tym momencie jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku, a oczy powoli starały się otworzyć. Na mojej twarzy pojawił się  szeroki uśmiech, a z oczu znów płynęły łzy, tym razem łzy szczęścia.
-Oh, nawet nie wiesz jak się cieszę, że jednak żyjesz. Cieszę się to za mało powiedziane!- Pomogłem mu usiąść i gdy tylko to zrobił, od razu rzuciłem się na jego szyję, mocno go przytulając. W tej pozycji trwaliśmy dłuższą chwilę.

-Ehh moja głowa, co się stało Kwon? Czy nic ci nie jest?- Zapytał, tylko kiedy się od niego odkleiłem.

-Mi nic nie jest- Nie licząc „mojego wejścia”, które bardzo bolało, jak za każdym razem kiedy ktoś mi to robił- Dostałeś w głowę tym kamieniem-wskazałem na dość duży odłamek- Zico chyba celował w ciebie, ale nie udało się mu to- Opowiedziałem mu o wszystkich moich
przypuszczeniach, co mogło się wtedy stać.
-Tak bardzo się martwiłeś, dlaczego?- Zadał mi pytanie obejmując mnie swoim
ramieniem.
-Sam nie wiem…- Odparłem, uciekając wzrokiem od jego spojrzenia.- Chyba dlatego, że Cię K..- Ostatnie słowo rozpłynęło się w ustach P.O. Jego wargi lekko łączyły się z moimi, w delikatnym pocałunku. Przerwał by móc powiedzieć:
-Zico- Powiedziałem, nadal złączony z Hoon'em.  Chłopak szybko odsunął się i wyszeptał.
-Udawaj, że cie biłem, krzywdziłem. Proszę udawaj, że cię nienawidzę, to dla twojego dobra, nie chcę by cos ci sę stało, kochanie- W jego głosie wyczytać można było przerażenie, tą całą sytuacją.
Wstał, wziął do ręki lezący nie daleko bat i świsnął mi nim zaraz koło twarzy. Spojrzałem w jego oczy, wiedziałem że musze mu zaufać. Drzwi otworzyły się.-Nie na widzę cię szmato, rozumiesz?! Jak mogłeś pomyśleć, że cos do ciebie czuje- Po raz
kolejny poczułem podmuch powietrza, wywołany przez jego „broń”. Bałem się, że na prawdę mnie uderzy, jednak patrząc na jego smutną twarz, moje obawy zniknęły.
-No proszę, czyli nie lubisz naszego pieska? P.O zaskakujesz mnie- Zico podszedł do niego i powoli  zaplótł swoje ręce wokół jego nagiego torsu.-Czyli znów jesteś tylko mój?- Zmieszany spojrzałem na twarz ukochanego. On tylko puścił oczko w mjąstrone i odpowiedział.
-Tak, Zico. Zawsze byłem i jestem twój.- Teraz jedna z rąk starszego złapała go za krocze. Zico lekko zagryzł swoje wargi. Trudno było mi patrzeć jak jakiś facet obmacuje mojego P.O. wiedziałem jednak, że nie muszę ukrywać się z moim uczuciem jeśli nie chcę by coś mi się stało, a jeszcze gorzej, by nic nie stało się Pyo.

-Hoon-ah nie męcz go już, chodź ze mną- Starszy złapał go za rękę i pociągnął w swoim kierunku. Kiedy wychodzili z ust młodszego wyczytałem „Nie bój się kocham cię Kwon”. Moje serce i tak było nie spokojne. Nie mogłem znieść myśli, że za chwilę jego ciało będzie dotykał Zico.
Usiadłem pod ścianą, długo zastanawiałem się co teraz będzie. Czy P.O naprawdę pomoże mi się stąd wydostać? Jednak jedno pytanie nie dawało mi najbardziej spokoju. Czy naprawdę go kocham i czy on kocha mnie? Od razu przypomniałem sobie chwilę naszego pocałunku, pierwszego pocałunku.-Ahh dobrze kochanie…- Usłyszałem zachrypnięty głos Zico, dobiegał zza ściany. Przed oczami miałem scenę, kiedy mój kochany Hoon jest zmuszany do seksu z nim. Czułem zazdrość i coraz większą nienawiść w stosunku do starszego.-P.O…-Wyszeptałem.-Na prawdę cię kocham- Wykończony dzisiejszymi emocjami zamknąłem oczy i pozwoliłem się zabrać w piękny świat snów i fantazji…
Obudził mnie głośny huk. Drzwi do pomieszczenia były otwarte. Jeszcze ledwo kontaktując, podniosłem się i ruszyłem w ich kierunku.-Nawet nie próbuj wyjść- Krzyknął Zico. Po chwili zjawił się on sam, uśmiechnął się do mnie i dodał:-Masz towarzystwo- skinieniem głowy wskazał na postać leżącą w rogu sali. Podszedłem bliżej nieznajomego i lekko dotknąłem go w ramię, by sprawdzić czy zyje.
-Aaał- Usłyszałem cichy jęk.
-Nie boj się ja nic ci nie zrobię, też mnie tu przetrzymują. Pomogłem wstać nowej osobie.
- Jestem U-Kwon- wyciągnąłem dłoń i spojrzałem na twarz postaci, a raczej zasłaniającej je długie włosy.

-Jaehyo- przedstawił się, bez siły odwzajemnił uścisk dłoni. Nagle sięgnął po coś i
niespodziewanie powiedział:




-Zabij mnie, nie chce więcej tego przeżywać.- Chłopak wyciągnął nóż z kieszeni i podał go mi. Byłem w szoku.-Nie patrz się zabij mnie proszę, nie każ mi błagać.
-Co? Nie zabiję cię! Spokojnie, uratujemy się.- Spojrzałem w jego zapłakane oczy. Patrzył na mnie błagalnym spojrzeniem.

-Proszę cię tylko o to..- Wyszeptał. Zacisnąłem nóż w swojej dłoni… 

sobota, 29 grudnia 2012

"Obsesja 3 "

7 komentarzy:


Miałam wielkie problemy z tym rozdziałem i uff.. Udało się w końcu xD

Mam nadzieję, że was zaskoczy, pozytywnie ;)
Wielkie dzięki dla  @maddie15945 , która uświadomiła mi pewna ważna rzecz, dla ciebie :**


-Od tamtej pory przysiągłem sobie, że teraz to ja będę krzywdzić…- Nie wiedziałem dokładnie o co mu chodziło.
-Ale co się stał..- urwałem, kiedy zauważyłem na sobie jego przeszywający wzrok.
-Miałem około 16-17 lat. Żyłem beztrosko, nie byłem pilnym uczniem, ale jakoś udawało mi się przechodzić do następnych klas. Wszystko układało się idealnie, imprezki, szlugi, piwka, no   umierać. Ale pewnego dni..- przerwał. Byłem w wielkim szoku, że on potrafi być taki wrażliwy. Nie sądziłem też, że potrafi tak normalnie porozmawiać, jak zwykły człowiek.

-Podeszli do mnie, zaciągnęli do auta, a potem zabrali w straszne miejsce. Spędziłem tam wiele tygodni. Torturowali mnie- bili, okaleczali…- spojrzałem na bliznę tuż obok jego prawego oka, nie zauważyłem jej wcześniej.
Ton z jakim mówił, wyrażał wiele emocji: złość, smutek… Jego oczy wpatrywały się w ścianę, a dłonie zaciskały w pięści.
-Gdy tylko stamtąd uciekłem, przysiągłem sobie, że teraz ja będę katem, a takie niewinni, jak ja kiedyś, będą cierpieli.

-Ale to nie ma sensu! Co ci to da?- Oberwałem od niego po głowie.
-Satysfakcję, psie- dokończył z pogardą.
-Czy..?
-Zamknij się już! To, że ci to powiedziałem…To chwila słabości, nie myśl sobie, że tak będzie zawsze. Nic miłego cię tu nie spotka.- Spojrzał na mnie zimnym wzrokiem.

*Kilka dni później*


W ciągu tego krótkiego czasu, moje ciało „zyskało” wiele nowych ran, siniaków i blizn. Starszy naprawdę pragną zemsty. Nigdy nie był choć trochę litościwy wobec mnie. We wszystkim co robił, okazywał wielką złość…


*Pewnego ranka*


Wielkie drzwi powoli się otworzyły. Wkroczyła przez nie znana mi postać, jednak nie był to Zico. Wydało mi się to dziwne, lekko się przestraszyłem, bo nikt oprócz niego nie odwiedzał mnie. W męskich rysach twarzy od razu rozpoznałem jego młodszego przyjaciela, P.O. Chłopak rozejrzawszy się po korytarzu, cicho zamkną za sobą drzwi. Szedł powoli w moim kierunku. Nie wiedziałem co go tu sprowadza, nigdy prócz pierwszego dnia, nie odwiedził  tej sali.

-Cześć, przyszedłem zapytać czy się jakoś trzymasz?-Moje zdumienie było ogromne, kiedy P.O usiadł koło mnie i miłym tonem wypowiedział te słowa.
-Yhh jak na taka sytuację to raczej nie jest ze mną jeszcze tak źle.
-Bardzo cię męczy?- nie odpowiedziałem na pytanie P.O, nie wiedziałem co mam powiedzieć.  Smutnym  wzrokiem spojrzałem na niego. Posłał mi spojrzenie typu: „Współczuję ci”.
-Nie bój się, to już niedługo się skończy, pomogę ci.– przyjacielsko złapał mnie za bark.
-Ale jak pomożesz, ty, przecież..-Nie potrafiłem złożyć najprostszego zdania, w mojej głowie plątało się za dużo myśli.
-Nie U-Kwon, już nie. .. Zrozumiałem, że to nic nam nie da. Pomagałem mu by był moim przyjacielem, teraz zmienił się i nie chcę mu więc pomagać- W moim sercu wreszcie obudziła się nadzieja. Teraz czułem, że mam w końcu szanse  się stąd wydostać. P.O opowiedział mi dokładnie, swój cały plan.
Za kilka dni Zico miał wyjechać „w interesach”, co znaczyło że będzie polował na swoją kolejną ofiarę. Wtedy z pomocą P.O mógłbym bezpiecznie uciec stąd.
-Zaopiekuje się tobą.- Jego słowa zabrzmiały tak przyjacielsko. Objął mnie swoim ciepłym ramieniem. Od dawna nie czułem się tak bezpiecznie. Spojrzałem na jego anielską twarz, wpatrywał się we mnie, tym razem było to spojrzenie pełne dobroci i współczucia. P.O dodał jeszcze kilka słów otuchy, że powonieniem być silny, bo do czasu kiedy Zico nie wyjedzie, nie może nic zrobić. Poczułem się jakby P.O  był moim przyjacielem, jeszcze z dzieciństwa.
Usłyszeliśmy jak ktoś głośno zamyka drzwi.
-Zico!- krzyknął mężczyzna.-Muszę iść, trzymaj się.- wstając  delikatnie pocałował mnie w czoło. Poczułem  dziwne ciepło w okolicy brzucha. Czy..? Nie, to niemożliwe, nie mogłem nawet o tym myśleć. Ostatni raz spojrzałem na anioła zesłanego mi z nieba, na jego anielską twarz i piękne oczy.Moje spojrzenie było w nim utkwione dopóki jego postać nie zniknęła za wielkimi drzwiami. Poczułem się bardzo samotny, rozejrzałem się po ciemnym, przygnębiającym pokoju.
*Już niedługo…* pomyślałem. Nagle usłyszałem czyjąś rozmowę.

-Ostatni raz pytam się co tam robiłeś? To jest mój piesek i nie masz prawa się do niego zbliżać, rozumiesz?! Ahh tak bardzo ci się podoba? Dobrze, jeśli tak bardzo go lubisz na pewno nie będzie ci przeszkadzać kiedy..-Usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła. P.O! Głos dobiegający zza drzwi zniknął. Rozpoznałem w nim Zico, który za pewnie krzyczał na biednego P.O. Jeszcze obolały, szybko podbiegłem do drzwi.
-Zostaw go!- krzyczałem z całych sił. Byłem wściekły na siebie za to, że P.O oberwał tylko za to że chciał mi pomóc. Nie wiedziałem, co stało się na korytarzu, miałem tylko nadzieję, że P.O bardzo nie ucierpiał. Bardzo bałem się o, no właśnie kim on dla mnie był? Wiedząc, że nic nie zdziałam, wróciłem na swoje wcześniejsze miejsce, usiadłem, chowając twarz w rękach i kontynuowałem moje rozmyślania.
-Lubisz go tylko dlatego, że stara ci się pomóc-wmawiałem sobie- A ten pocałunek, wprawdzie w czoło, ale dlaczego to zrobił? Czy on też coś do mnie czuje?- Tyle pytań cisnęło się w mojej głowie. Tak bardzo chciałbym znać na nie odpowiedzi…
Drzwi znów otworzyły się, jednak teraz weszli przez nie obaj mężczyźni. Zico szarpał P.O za koszulkę.
-Proszę bardzo, teraz będziesz mógł okazać to jak bardzo go lubisz- popchną młodszego w moim kierunku, P.O wylądował tuż obok mnie, uderzając przy tym mocno, ręką o stojące blisko łóżko. Starszy podszedł do niego i z całej siły zadał mu cios w twarz. Młodszy uderzył głową o podłogę, z jego ust pociekła stróżka krwi.
-Tak go lubisz, więc proszę bardzo, okaż mu to!
-Ale o co ci chodzi, jak mam cokolwiek okazać?-P.O znów dostał po twarzy.
-Zostaw go!- Krzyknąłem. Zico nie zwrócił nawet na mnie uwagi. -Zrób to co ci mówiłem!- Wykrzyczał ze złością.
-Ale ja nie mogę, nie chcę..- Błagał P.O.
-Więc chcesz, żebym go zabił?- Zico wycelował bronią prosto w moją głowę. Nie wiedząc co się dzieje, siedziałem skulony, ze strachu, pod ścianą. Całe moje ciało się trzęsło.
-Naprawdę chcesz by umarł? Jeśli nie zrób to co ci mówiłem i zapomnimy o wszystkim.- Zico był coraz bardziej zniecierpliwiony. P.O spojrzał na mnie, przepraszając wzrokiem. Złapał mnie za rękę i delikatnie obrócił tak bym leżał na brzuchu. Trzęsącą się dłonią pogładził mnie po buzi. Nachylił się nad moim ciałem.
-Przepraszam, kocham cię i nie pozwolę by on cię zabił.- Cichutko wyszeptał do mojego ucha. Te słowa przeszyły moje całe ciało, nie mogłem w to uwierzyć. Oprzytomniałem dopiero, kiedy usłyszałem donośny głos Zico.
-Masz 5 sekund inaczej dostanie tą kulą w swój cholerny łep! Chcesz żyć z myślą, że przez ciebie zginął człowiek?!- Ledwo skończył swoją wypowiedź, a poczułem ból. Ten okropny ból, który towarzyszył mi za każdym razem, gdy Zico mnie wykorzystywał.

-Przepraszam kochanie…- P.O choć poruszał się bardzo delikatnie, nadal zagryzałem wargi, błagając by przestał. Pokój przepełniał głośny śmiech starszego i cichy oddech mojego P.O. Nagle usłyszałem strzał…

-Niee!-Wyrwało się z mojego gardła…