music

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaoi Block B. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yaoi Block B. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

"Lost Treasure"

12 komentarzy:
Pewnego razu gdy Block B bardzo się nudziło…Postanowili POSZUKAĆ SKARBU.

Cała załoga Block B nudziła się w swoim dormie.
-Ej ziomki a może byśmy ruszyli nasze zacne dupcie z przed telewizora i ruszyli na jakąś wycieczkę?-Kwon z wielkim entuzjazmem machnął rękoma.
-Niezły pomysł. Ja to zawsze chciałem poszukać skarbu a potem roztrwonić go na piwo i dziwki.-Wzrok wszystkich padł na siedzącego w kącie pokoju Zico.
-No co nie lubicie dziwek? Co wy pedały?- JiHo nie wiedział że swoim ostatnim zdaniem uraził P.O oraz Taeil’a, nie miał pojęcia że chłopaki są razem już od jakiś 3 miesięcy.
-Nie dziwki są tu najważniejsze. Raczej zwrócił bym uwagę na...
-Nigdy nie mów że dziwki są nie najważniejsze! Zrozumiałeś?- Zico z wielkim oburzeniem wlepił swój złowrogi wzrok w B-Bomba.
-Chodzi mi o to że mam pewną mapę skarbów i moglibyśmy się wybrać na poszukiwania. Co wy na to?- Chłopcy wymienili się spojrzeniami i po chwili przyznali że to nie głupi pomysł. Bomb rzucił się do szukania ów mapy w czasie gdy reszta panowała do plecaków najpotrzebniejsze rzeczy takie jak kanapki, woda czy apteczka. Oczywiście dla Taeila potrzebnymi rzeczami było także mydło w płynie, puszka groszku i jak go stwierdził "Majonez-tak na wszelki wypadek". Po ogarnięciu wszystkiego ekipa ruszyła wyznaczona przez mapę drogą. Szlak prowadził do starego lasu, znajdującego się jakieś 5km od ich domu.
-Teraz w głąb lasu i niedługo będziemy na miejscu.-oznajmił przewodnik B-Bomb.
-Las?! Ale ja tam nie wchodzę..
-Kwon co znowu? Czemu niby boisz się lasu?
-Bo mam z nim złe wspomnienia. Ktoś tam próbował mnie zgwałcić..
-Kto ? Kiedy ?
-No ... Zico .. Jakieś 3 dni temu.
-Zico !! Wae?- Krzyknął JaeHyo załamując ręce.
-no co? Chciało mi się a nie miałem z kim, to musiałem coś z tym zrobić, a że akurat Kwon jest nie brzydki...
-Ale ty chyba nie lubisz gei?
-Chwila słabości..-Zico dodał opuszczając głowę. Kwon usiadł na piachu i począł się kiwać na boki.
-Dobra Kwon nie wydurniaj się i chodź, przysięgam że Zico ci nic nie zrobi.
Po około 10 min udało się przekonać żeby poszedł z resztą. Blockersi wędrowali lasem już około 2 godzin, szukając wielkiego dębu otaczającego miejsce zakopania skarbu. Zmęczeni chodzeniem postanowili zrobić postu aby zjeść i napić się.
-Siadamy tutaj-B-Bomb wskazał na pole zielonej trawy rozciągającej się po ich prawej stronie. Wszyscy zajęli sobie jakieś miejsce i już zaczynali konsumpcję, tylko Taeil stał z boku i nawet za namowami kolegów nie chciał usiąść.
-Czemu do cholery nie usiądziesz?
-Bo mnie boli dupa ok?!
-Ale dlaczego?!- Sposób w jaki wypowiedział to JaeHyo wyrażało że czuje się tu jak pomiędzy debilami i odczuwa wielką bezradność wobec tych wszystkich sytuacji.
-Bo wczoraj w nocy P.O kazał mi..-W tym momencie Pyo zatkał usta swojemu chłopakowi.
-To miała być tajemnica!
-Ale nie moja wina że kazałeś mi to robić. To był mój pierwszy raz i to bolało!
-No ale sam miałem sobie to robić, wyobrażasz to sobie? A ty masz do tego doskonały tyłek..
-Który teraz cierpi.
-Co?! Wy się wczoraj tam ruchaliscie?-Kłótnie przerwał Kwon.
-Nie!!-Taeil stanowczo zaprzeczył-ale on kazał mi rozciągać jego majtki bo zbiegły się w praniu i stały się na prawdę bardzo małe.-Tae pomasował swoje pośladki.
-Nie ważne.
Po skończonym posiłku chłopaki byli gotowi do dalszej drogi. Błąkali się po lesie już kolejną godzinę i nadal nikt z nich nie zauważył magicznego dębu. Znów przystanęli by odsapnąć jednak coś się nie zgadzało. Brakowało "przewodnika".
-No pięknie i jeszcze się Bomb zgubił-JaeHyo chyba jako jedyny z ekipy przejął się losem przyjaciela.
-Zico pomóż mi go szukać. Zico pomóż..? Co ty kurwa wyprawiasz?- spojrzał na hyunga tańczącego wokoło i wesoło podrzucającego liście.
-Patrzcie nosorożec!-JaeHyo stał wbity w ziemię z otwartymi że zdziwienia ustami. Przyglądał się jak jego kolega wali czołem w pień twierdząc że jest dudkiem, następnie był świadkiem jak kładzie się  p ziemi i udaje że jest motorówką. Po 20 min szukania przyczyn jego zachowania w końcu Kyung odkrył powód-grzybki halucynki których nawpierdzielal się leader.
-Zaopiekuje się nim-Kwon zaofiarował swoją pomoc. JaeHyo bardzo to zdziwiło gdyż jeszcze niedawno na sam widok leadera zaczynał dostawać drgawek. Kwon wziął pod rękę Jo Ho i (jak stwierdził „By pomóc mu odzyskać rozum”) po chwili oboje zniknęli w ciemnościach za rosnącymi dalej drzewami.
-Dobra to kto łaskawie pomoże mi znaleźć B-Bom….Kurwa! Ahn spojrzał z oburzeniem na swoją lewą rękę. Zaraz pod łokciem pojawiła się dość duża czerwona plama.- Ej, coś mnie ujebało no! Nie wytrzymam już tutaj z wami z tymi cholernymi robakami..! To swędzi i piecze, jednocześnie! Chłopaki, ja..ja.. ręka mi drętwieje, Jezu zaraz UMRĘ! Umieraam!- W tej właśnie chwili JaeHyo glebnął ostro o ziemię i począł  tarzać się jak opętany, nadal będąc  w przekonaniu że zaraz zejdzie z tego świata.
Co do chuja?-
-Hyung to tylko jakiś koma..
-Zamknij się ja umieram!- Taeil nie próbował już więcej uświadomić przyjacielowi że to zwykłe ukąszenie owada. W sumie to nikt nawet nie zwracał uwagi na histerię JaeHyo, każdy był zajęty sobą. Nagle z głębi lasu wydobyło się głośne „Aaaa”
-To Kwon! Kwon już biegnę!- Lee Tae od razu rzucił się na pomoc biednemu koledze. Jego bohaterski bieg nie trwał długo gdyż parę metrów dalej Hero potknął się o wystający z ziemi pniak drzewa i runął na liście. Jak na prawdziwego bohatera przystało wstał otrzepał się i biegł dalej dopóki nie odnalazł źródła wrzasków.
-Kwon?! Co do cholery tu się dzieje?- Taeil’a zamurowało kiedy ujrzał za drzewem niewiarygodną sytuację. Z niewiadomych przyczyn nie mógł oderwać wzroku od sceny w której Kwon posuwa jego drugiego przyjaciela! Nastepnie sytuacje odwróciły się.
-Zico przestań!- Taeil przekonany że tym razem Zico dopiął swojego i właśnie gwałci Kwona, ruszył w stronę chłopaków i silnym ciosem odepchnął Starszego od Kwona.
-Hyung! Co ty wyprawiasz? Było mi tak miło no!
-Posrało cię stary ? Prawie złamałeś mi kutasa! Weź się wstydź za siebie, przerwać stosunek…pszpcpsa- Zico szemrał coś pod nosem zapinając spodnie.
-Co? To on cię nie gwałcił? Zmuszał cię do stosunku?
-Nie, sam tego pragnąłem. Zrozumiałem dziś że tak bardzo lubię gdy Zico od dotyka mojego tyłka.. Ach…
-Czuję się niezręcznie. Wiecie ja już sobie pójdę lepiej, a wy.. róbcie sobie co chcecie.-Taeil odwrócił się i ruszył w kierunku „obozu”. Nie sądził że to co zastanie zaszokuje go jeszcze bardziej niż wydarzenie z przed chwili. Spojrzawszy z boku no rozgrywające się tam rzeczy można było pomyśleć że spogląda się na uciekinierów ze szpitala psychiatrycznego.
Na polanie, po prawej stronie stał (jako jedyny) wyglądający normalnie P.O, jednak gdy Taeil zbliżył się do chłopaka spostrzegł że ociera się on o pień drzewa.
-Co ty robisz?
-Natura wzywa kochany, muszę jakoś się przecież podrapać, a nie lubisz jak wsadzam ręce w gacie a potem cię dotykam.
-Tak kochana, masz rację-Widok Kyung’a rozmawiającego z młodą sarną, rozwalił mu psychikę bardziej niż to że P.O drapie się po genitaliach, ocierając się o drzewo.
-Wariaci, debile, idioci..-Na myśl nasuwało mu się jeszcze tyle innych wyzwisk.
Zico (dalej po wpływem grzybków) oraz Kwon właśnie wracali z ciemnego lasu niosąc B-Bomba! Min Hyuk spoczywał na rękach Kim’a, który z trudem ułożył go na polance. Widać było ze Bomb dostał czymś w głowę (miał czerwoną plamę na czole i odbity ślad) i zemdlał.
-Znaleźliśmy go jak leżał gdzieś pod pniem choinki.
-Zico…
-What?
-Wiesz że to las liściasty ?- Lee postanowił zebrać wszystkich członków i razem z normalnym jeszcze Bombem zawlec ich do domu. Zaczął od obudzenia przewodnika.
-Czyli jest już naćpany Zico, Kwon prosto po stosunku, ocierający się o drzewo Pyo, zaprzyjaźniony z sarną Kyung oraz umierający JaeHyo, czyli mamy wszystkich uuuch.
-Teraz wystarczy ich jakoś zaprowadzić do domu, ale czekaj co ze skarbem?
-Lee! Nie skarb jest najważniejszy, tylko to byśmy bezpiecznie wrócili do domu.
Teail wziął na plecy na wpół przytomnego JaeHyo, natomiast MinHyuk próbował odciągnąć Kyung’a od jego nowej znajomej. Podczas drogi nie obyło się bez płaczu zdesperowanego Hyung’a, bolącej dupy Kwon’a, nadal swędzących genitaliów P.O czy histerycznego śmiechu Zico.  Po około 3 godzinach w końcu wszyscy znaleźli się w dormie.
-W końcu jesteśmy..-Jęknął cicho MinHyuk opadając twardo na kanapę.
-Co z nimi zrobić?
-Poukładaj ich wszystkich w holu, jak się obudzą to przyjdą, a ty chodź siadaj koło mnie, obejrzymy coś.

Tak właśnie wyglądała historia pewnego zespołu, który chcąc zabić nudę wyruszyli na poszukiwanie skarbu. xD



JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ TO MIŁO WIDZIANY JEST KOMENTARZ <3

sobota, 5 stycznia 2013

"Obsesja 5 "

10 komentarzy:

Kochani, zbliżamy się do końca... Przewiduję albo jeszcze jeden rozdizał lub zamiast niego PROLOG. Tak czy inaczej opowiaanie dobiega końca. Trudno było mi pisac ten rozdział po tym co było ostatnio z Block B (myślę że wszytscy dobrze znaja sprawę) ale udało się, w końcu jest!! :D



-Proszę cię tylko o to- Wyszeptał. Zacisnąłem nóż w swojej dłoni…
-Nie mogę tego zrobić… Nie bój się, wydostaniemy się stąd, Hoon nam pomoże, zobaczysz.- Napełniłem jego serce nadzieją.Obaj usiedliśmy pod ścianą, czekając na P.O, który miał się nie długo zjawić. Przyjrzałem się bliżej, nowo poznanemu chłopakowi.
Na oko wyglądał na trochę starszego ode mnie. Ciemne, dość długie i falowane włosy opadały na jego bladą twarz, po części zakrywając ciemne oczy. Te oczy…Było w nich coś co przyciągało wzrok. Spojrzeniem objąłem jego sylwetkę. Miał na sobie podarty T-Shirt i ciemną, brudną skórzaną kurtkę. Był dość wysoki, wyglądał marnie. Na jego torsie dało się zauważyć liczne siniaki i zadrapania. Usta chłopaka były rozcięte i do tej pory od czasu do czasu pojawiało się na nich kilka kropel krwi. Siedział ze spuszczoną głową, cały się trzęsąc, nie mówił nic. Chciałem zapytać go o coś, cokolwiek, byle by przerwać tę dziwną ciszę. Gdy już otworzyłem usta, usłyszałem skrzypienie drzwi.  Teraz mój wzrok, myśli skupiły się na sylwetce ukochanego.
-Ahh to jesteś tutaj. Zico już się tobą pobawił. Szybko jak na niego-Ostatnie zdanie wypowiedział z lekkim zdumieniem. –Nie bój się, uciekniemy stąd-Dodał, klepiąc nowego po ramieniu. Teraz uwaga P.O skupiła się na mnie.
-Kim! Nic ci nie jest?
-Mi? To raczej ja powinienem o to zapytać! Wczoraj ty i Zico, wy..- Nie dokończyłem, nie wiedziałem jak to ująć, nie chciałem go urazić.
-Jeśli o to chodzi U-Kwon, to nie martw się, do niczego między nami nie doszło.
-Ale te głosy i Zico, jak mówił do ciebie kochanie..-Nic nie rozumiałem, czy Pyo kłamał?
-Kochanie, obiecuję ci. To co słyszałeś, to nie było ze mną. Gdy ten świr zaczął się do mnie dobierać, oznajmiłem mu, ze nie mam na to ochoty, więc wkurwiony wyżył się na swojej nowej zdobyczy.- Ruchem głowy wskazał na siedzącego obok i przysłuchującego się naszej rozmowie JaeHyo. Ten pewnie zawstydzony i zmieszany, odwrócił głowę w drugą stronę.-Słuchaj, jutro Zico wyjeżdża, to nasza szansa.- Razem z nowym wysłuchaliśmy szczegółowego planu dotyczącego naszej jutrzejszej ucieczki. Wszystko wydawało się proste, lecz jutro mieliśmy się przekonać, że nie wszystko będzie szło po naszej myśli.


*Następnego dnia*


-Wstawaj, twój przyjaciel był tu i kazał się nam zbierać, powiedział, że za 20 min po nas przyjdzie.- Otwierając oczy ujrzałem wystraszoną twarz nowego kolegi. Od razu zerwałem się na równe nogi. Niecierpliwie czekaliśmy zaraz przy wyjściu z pomieszczenia. Ostatni raz spojrzałem na tę salę. To tutaj przeżyłem swoje najgorsze chwile w życiu, miałem nadzieję, że już nigdy tu nie powrócę, że już nigdy nic podobnego mnie nie spotka. Drzwi otworzyły się. -Zico pojechał, straże jeszcze śpią, szybko ich wyminiemy i reszta drogi jest wolna.- Pospiesznie ruszyliśmy za P.O. Z łatwością wydostaliśmy się na zewnątrz budynku. Nie widziałem go wcześniej, po porwaniu ocknąłem się już dopiero w „Sali tortur”. Budynek przypominał wojenny bunkier, schowany był za gęstymi krzakami, a wejście było widoczne dopiero z bardzo bliska. Do niego prowadziła jedna tylko droga, którą ruszyliśmy. Mimo tego, że strażnicy nie czuwali, biegliśmy najszybciej jak tylko się dało, P.O nie chciał ryzykować. Nagle zatrzymał się, a na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Moje serce także zaczęło bić szybciej gdy zauważyłem samochód, ten sam samochód do którego wciągnięto mnie, jadący w naszym kierunku. -Co?! Przecież powinien wracać dopiero za jakieś 30 min, nie, nie..! On nas wszystkich pozabija!-Hoon zaczął panikować. Sytuacja wydawała się dramatyczna. -Nie poddamy się, za mną!- Krzyknąłem i od razu ruszyłem ku samochodowi. Rozpędzony wskoczyłem na jego maskę, przebiegłem po dachu, zeskoczywszy z auta od razu się zatrzymałem, czekając na towarzyszy. Po chwili zobaczyłem przeskakującego pojazdP.O. Wszystko działo się tak szybko. Czekaliśmy tylko na JaeHyo.


Chłopak wybił się przed autem, jego jedna noga była już na masce. Nagle zachwiał się i z krzykiem upadł do tyłu, wpadając prosto pod jego koła. Usłyszeliśmy tylko trzask łamanych kości, gdy samochód przejechał po leżącym na drodze przyjacielu. Dokoła rozlała się krew cieknąca ze zmiażdżonych kończyn. -Nie!!! Hyung!- W moich oczach pojawiły się łzy, gdy spojrzałem na zmasakrowane ciało JaeHyo. Przez te dwa dni zdążyliśmy się trochę poznać, dowiedziałem się wile o jego przeszłości. Porwano go gdy szedł spotkać się ze swoją dziewczyną, miał się jej oświadczyć… Zapłakany spojrzałem na Pyo, także stał w bezruchu nie mogąc nic powiedzieć. Samochód jechał dalej, zostawiając za sobą krwawe ślady opon, zawrócił dopiero przy budynku i z dużą prędkością ruszył w naszą stronę.  Chwilę potem poczułem szarpnięcie za rękę. -Nie pomożemy mu już, uciekamy. -Ale… -On już nie żyje, Kwon uciekajmy, nie chcę także stracić ciebie!- Zerknąłem jeszcze raz na JaeHyo i uczyniwszy znak krzyża znów zacząłem biec. Z daleka słyszeliśmy krzyki Zico. -Tutaj!- Zico pociągnął mnie, skręciliśmy w głąb lasu-Nie wiedzie między drzewa, za mało tu przestrzeni, jeszcze mamy szanse!- Tak tez było, Zico nie mogąc wjechać za nami, wysiadł z auta i zaczął biec za nami. Biegłem ledwo łapiąc oddech , jednak nie mogłem się teraz poddać. Potknąłem się o wystający z ziemi korzeń drzewa, upadłem. Nie mogłem zawołać P.O, który o niczym nie wiedząc biegł dalej, nie mogłem złapać powietrza. Ze strachem obejrzałem się do tyłu, rozzłoszczony Zico  był już coraz bliżej mnie. Zebrałem wszystkie siły i z trudem krzyknąłem: -Pyo pomocy!- Nie widziałem już jego sylwetki, był dalej, nie wiedziałem czy mnie usłyszał. W tym momencie poczułem lekkie wstrząsy ziemi, starszego ode mnie dzieliło dosłownie kilka metrów. Próbowałem wstać jednak moje mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Spojrzałem w kierunku, w którym pobiegł Hoon, nie było go. W mojej głowie pojawiła się myśl, że to już moje ostatnie chwile. Odwróciłem się i ujrzałem stojącego nade mną Zico, trzymał broń i celował nią prosto w moją głowę. *Boże ratuj*-Pomyślałem.
-Myśleliście, ze uciekniecie?  Nigdy by wam się to nie udało. Twój starszy kolega już nie żyje, ty też zaraz zginiesz, a P.O? Jego i tak znajdę i dam nauczkę za to, że wam pomagał- W jego oczach malowała się prawdziwa wściekłość. Naładował pistolet i jeszcze raz wymierzył nim w moją stronę. Zasłoniłem twarz rękoma, nie chcąc na to potrzeć, usłyszałem strzał, jedna nic nie poczułem. Niepewnie  otworzyłem oczy i ujrzałem leżącego na ziemi Zico, a za nim stojącego, jeszcze z wycelowaną bronią, P.O. Mój oddech stal się szybszy, nie mogłem uwierzyć, że nadal żyję.Pyo od razu pomógł mi wstać i gdy tylko to uczyniłem, wtulił się we mnie. -Myślałem, ze już zginę, nie wiem jak ci dziękować…-Powiedziałem drżącym głosem.
-Nie musisz, już spokojnie Kwon, jestem przy tobie.- Trwaliśmy w uścisku krótką chwilę. Dlatego, że P.O chwycił mpjątwarz w dłonie i powiedział:

-Teraz już zawsze będziemy razem.- Moje serce, ze szczęścia, biło jak szalone. Zico nie żyje, ja w końcu się uratowałem i będę mógł być szczęśliwy z P.O. Jedynym co mnie zasmucało to pamięć o JaeHyo.
Kiedy zakopaliśmy ciało Zico, wróciliśmy na drogę, na której nadal leżał starszy przyjaciel. -Pyo zabierzmy go stąd, zasłużył na pogrzeb, normalny, nie możemy go tutaj tak zostawić. -Jasne Kim.







środa, 2 stycznia 2013

"Obsesja 4 "

8 komentarzy:

Wiem, ze długo czekaliście i mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział :)




-Niee!-Wyrwało się z mojego gardła, gdy poczułem jak, wiszące jeszcze nie dawno nade mną ciało P.O, upada bezwładnie na moje plecy. Zacząłem się trząść, nie potrafiłem tego opanować. Próbowałem podnieść się, ale moje mięśnie nie sprostały zadaniu, wydostania się spod  chłopaka. Na myśl nasuwała mi się ta najgorsza opcja, chciałem ja przepędzić, lecz ona za chwile powracała, jak bumerang. *On  nie mógł tego zrobić*- krzyczałem w myślach. Zebrałem wszystkie siły i powoli zepchnąłem z siebie jego ciało. Rozejrzałem się dokoła, w pomieszczeniu nie było już Zico. Musiałem być w takim szoku, że nawet nie zwróciłem uwagi kiedy wyszedł. Ze strachem skierowałem wzrok na P.O. Nie ruszał się, co mnie przeraziło.

-Pyo Ji Hoon!- Podszedłem do chłopaka i starałem się go obudzić, jednak nic nie zdziałałem. Moje serce zaczęło szybciej bić, kiedy spostrzegłem stróżkę krwi spływającą po głowie mężczyzny.-Nie! – krzyknąłem i ukryłem twarz w dłoniach, a z moich oczu pociekły słone łzy. Nigdy bym nie przypuszczał, że zapałam do niego tak wielkim uczuciem, że jego odejście tak bardzo mną wstrząśnie. Jego już nie ma…
Jeszcze raz spojrzałem na niego, na jego piękne ciało, które teraz wydawało się być takim kruchym. Kiedy tak wtulałem się wzrokiem w jego ramiona, coś przyciągnęło moją uwagę, coś odbijającego lekko światło. Doznałem kolejnego ataku, gdy do mojej świadomości doszło, iż jest to nabój, wystrzelony z pistoletu Zico. *Czyli jeśli był tylko jeden strzał, a kula jest tutaj to...*  Od razu rzuciłem się w stronę  P.O, dokładnie przypatrzałem się ranie. Nie została ona zrobiona przez nadlatującą kulę, było to po prostu dość głębokie rozcięcie. Nie daleko zauważyłem dość ciężki kamień, który… No właśnie. Spojrzałem na ścianę, w jednym miejscy była odpryśnięta. Zico musiał chybić i kula trafiła właśnie w to miejsce, a oderwany kawałek spadł na głowę Pyo powodując krwawienie. To tylko był tylko moja teoria, ale ulżyło mi kiedy uświadomiłem sobie, że P.O w swojej głowie nie ma naboju. Od razu zacząłem go ocucać.
-Obudź się, proszę nie zostawiaj mnie…- Właśnie w tym momencie jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku, a oczy powoli starały się otworzyć. Na mojej twarzy pojawił się  szeroki uśmiech, a z oczu znów płynęły łzy, tym razem łzy szczęścia.
-Oh, nawet nie wiesz jak się cieszę, że jednak żyjesz. Cieszę się to za mało powiedziane!- Pomogłem mu usiąść i gdy tylko to zrobił, od razu rzuciłem się na jego szyję, mocno go przytulając. W tej pozycji trwaliśmy dłuższą chwilę.

-Ehh moja głowa, co się stało Kwon? Czy nic ci nie jest?- Zapytał, tylko kiedy się od niego odkleiłem.

-Mi nic nie jest- Nie licząc „mojego wejścia”, które bardzo bolało, jak za każdym razem kiedy ktoś mi to robił- Dostałeś w głowę tym kamieniem-wskazałem na dość duży odłamek- Zico chyba celował w ciebie, ale nie udało się mu to- Opowiedziałem mu o wszystkich moich
przypuszczeniach, co mogło się wtedy stać.
-Tak bardzo się martwiłeś, dlaczego?- Zadał mi pytanie obejmując mnie swoim
ramieniem.
-Sam nie wiem…- Odparłem, uciekając wzrokiem od jego spojrzenia.- Chyba dlatego, że Cię K..- Ostatnie słowo rozpłynęło się w ustach P.O. Jego wargi lekko łączyły się z moimi, w delikatnym pocałunku. Przerwał by móc powiedzieć:
-Zico- Powiedziałem, nadal złączony z Hoon'em.  Chłopak szybko odsunął się i wyszeptał.
-Udawaj, że cie biłem, krzywdziłem. Proszę udawaj, że cię nienawidzę, to dla twojego dobra, nie chcę by cos ci sę stało, kochanie- W jego głosie wyczytać można było przerażenie, tą całą sytuacją.
Wstał, wziął do ręki lezący nie daleko bat i świsnął mi nim zaraz koło twarzy. Spojrzałem w jego oczy, wiedziałem że musze mu zaufać. Drzwi otworzyły się.-Nie na widzę cię szmato, rozumiesz?! Jak mogłeś pomyśleć, że cos do ciebie czuje- Po raz
kolejny poczułem podmuch powietrza, wywołany przez jego „broń”. Bałem się, że na prawdę mnie uderzy, jednak patrząc na jego smutną twarz, moje obawy zniknęły.
-No proszę, czyli nie lubisz naszego pieska? P.O zaskakujesz mnie- Zico podszedł do niego i powoli  zaplótł swoje ręce wokół jego nagiego torsu.-Czyli znów jesteś tylko mój?- Zmieszany spojrzałem na twarz ukochanego. On tylko puścił oczko w mjąstrone i odpowiedział.
-Tak, Zico. Zawsze byłem i jestem twój.- Teraz jedna z rąk starszego złapała go za krocze. Zico lekko zagryzł swoje wargi. Trudno było mi patrzeć jak jakiś facet obmacuje mojego P.O. wiedziałem jednak, że nie muszę ukrywać się z moim uczuciem jeśli nie chcę by coś mi się stało, a jeszcze gorzej, by nic nie stało się Pyo.

-Hoon-ah nie męcz go już, chodź ze mną- Starszy złapał go za rękę i pociągnął w swoim kierunku. Kiedy wychodzili z ust młodszego wyczytałem „Nie bój się kocham cię Kwon”. Moje serce i tak było nie spokojne. Nie mogłem znieść myśli, że za chwilę jego ciało będzie dotykał Zico.
Usiadłem pod ścianą, długo zastanawiałem się co teraz będzie. Czy P.O naprawdę pomoże mi się stąd wydostać? Jednak jedno pytanie nie dawało mi najbardziej spokoju. Czy naprawdę go kocham i czy on kocha mnie? Od razu przypomniałem sobie chwilę naszego pocałunku, pierwszego pocałunku.-Ahh dobrze kochanie…- Usłyszałem zachrypnięty głos Zico, dobiegał zza ściany. Przed oczami miałem scenę, kiedy mój kochany Hoon jest zmuszany do seksu z nim. Czułem zazdrość i coraz większą nienawiść w stosunku do starszego.-P.O…-Wyszeptałem.-Na prawdę cię kocham- Wykończony dzisiejszymi emocjami zamknąłem oczy i pozwoliłem się zabrać w piękny świat snów i fantazji…
Obudził mnie głośny huk. Drzwi do pomieszczenia były otwarte. Jeszcze ledwo kontaktując, podniosłem się i ruszyłem w ich kierunku.-Nawet nie próbuj wyjść- Krzyknął Zico. Po chwili zjawił się on sam, uśmiechnął się do mnie i dodał:-Masz towarzystwo- skinieniem głowy wskazał na postać leżącą w rogu sali. Podszedłem bliżej nieznajomego i lekko dotknąłem go w ramię, by sprawdzić czy zyje.
-Aaał- Usłyszałem cichy jęk.
-Nie boj się ja nic ci nie zrobię, też mnie tu przetrzymują. Pomogłem wstać nowej osobie.
- Jestem U-Kwon- wyciągnąłem dłoń i spojrzałem na twarz postaci, a raczej zasłaniającej je długie włosy.

-Jaehyo- przedstawił się, bez siły odwzajemnił uścisk dłoni. Nagle sięgnął po coś i
niespodziewanie powiedział:




-Zabij mnie, nie chce więcej tego przeżywać.- Chłopak wyciągnął nóż z kieszeni i podał go mi. Byłem w szoku.-Nie patrz się zabij mnie proszę, nie każ mi błagać.
-Co? Nie zabiję cię! Spokojnie, uratujemy się.- Spojrzałem w jego zapłakane oczy. Patrzył na mnie błagalnym spojrzeniem.

-Proszę cię tylko o to..- Wyszeptał. Zacisnąłem nóż w swojej dłoni… 

sobota, 29 grudnia 2012

"Obsesja 3 "

7 komentarzy:


Miałam wielkie problemy z tym rozdziałem i uff.. Udało się w końcu xD

Mam nadzieję, że was zaskoczy, pozytywnie ;)
Wielkie dzięki dla  @maddie15945 , która uświadomiła mi pewna ważna rzecz, dla ciebie :**


-Od tamtej pory przysiągłem sobie, że teraz to ja będę krzywdzić…- Nie wiedziałem dokładnie o co mu chodziło.
-Ale co się stał..- urwałem, kiedy zauważyłem na sobie jego przeszywający wzrok.
-Miałem około 16-17 lat. Żyłem beztrosko, nie byłem pilnym uczniem, ale jakoś udawało mi się przechodzić do następnych klas. Wszystko układało się idealnie, imprezki, szlugi, piwka, no   umierać. Ale pewnego dni..- przerwał. Byłem w wielkim szoku, że on potrafi być taki wrażliwy. Nie sądziłem też, że potrafi tak normalnie porozmawiać, jak zwykły człowiek.

-Podeszli do mnie, zaciągnęli do auta, a potem zabrali w straszne miejsce. Spędziłem tam wiele tygodni. Torturowali mnie- bili, okaleczali…- spojrzałem na bliznę tuż obok jego prawego oka, nie zauważyłem jej wcześniej.
Ton z jakim mówił, wyrażał wiele emocji: złość, smutek… Jego oczy wpatrywały się w ścianę, a dłonie zaciskały w pięści.
-Gdy tylko stamtąd uciekłem, przysiągłem sobie, że teraz ja będę katem, a takie niewinni, jak ja kiedyś, będą cierpieli.

-Ale to nie ma sensu! Co ci to da?- Oberwałem od niego po głowie.
-Satysfakcję, psie- dokończył z pogardą.
-Czy..?
-Zamknij się już! To, że ci to powiedziałem…To chwila słabości, nie myśl sobie, że tak będzie zawsze. Nic miłego cię tu nie spotka.- Spojrzał na mnie zimnym wzrokiem.

*Kilka dni później*


W ciągu tego krótkiego czasu, moje ciało „zyskało” wiele nowych ran, siniaków i blizn. Starszy naprawdę pragną zemsty. Nigdy nie był choć trochę litościwy wobec mnie. We wszystkim co robił, okazywał wielką złość…


*Pewnego ranka*


Wielkie drzwi powoli się otworzyły. Wkroczyła przez nie znana mi postać, jednak nie był to Zico. Wydało mi się to dziwne, lekko się przestraszyłem, bo nikt oprócz niego nie odwiedzał mnie. W męskich rysach twarzy od razu rozpoznałem jego młodszego przyjaciela, P.O. Chłopak rozejrzawszy się po korytarzu, cicho zamkną za sobą drzwi. Szedł powoli w moim kierunku. Nie wiedziałem co go tu sprowadza, nigdy prócz pierwszego dnia, nie odwiedził  tej sali.

-Cześć, przyszedłem zapytać czy się jakoś trzymasz?-Moje zdumienie było ogromne, kiedy P.O usiadł koło mnie i miłym tonem wypowiedział te słowa.
-Yhh jak na taka sytuację to raczej nie jest ze mną jeszcze tak źle.
-Bardzo cię męczy?- nie odpowiedziałem na pytanie P.O, nie wiedziałem co mam powiedzieć.  Smutnym  wzrokiem spojrzałem na niego. Posłał mi spojrzenie typu: „Współczuję ci”.
-Nie bój się, to już niedługo się skończy, pomogę ci.– przyjacielsko złapał mnie za bark.
-Ale jak pomożesz, ty, przecież..-Nie potrafiłem złożyć najprostszego zdania, w mojej głowie plątało się za dużo myśli.
-Nie U-Kwon, już nie. .. Zrozumiałem, że to nic nam nie da. Pomagałem mu by był moim przyjacielem, teraz zmienił się i nie chcę mu więc pomagać- W moim sercu wreszcie obudziła się nadzieja. Teraz czułem, że mam w końcu szanse  się stąd wydostać. P.O opowiedział mi dokładnie, swój cały plan.
Za kilka dni Zico miał wyjechać „w interesach”, co znaczyło że będzie polował na swoją kolejną ofiarę. Wtedy z pomocą P.O mógłbym bezpiecznie uciec stąd.
-Zaopiekuje się tobą.- Jego słowa zabrzmiały tak przyjacielsko. Objął mnie swoim ciepłym ramieniem. Od dawna nie czułem się tak bezpiecznie. Spojrzałem na jego anielską twarz, wpatrywał się we mnie, tym razem było to spojrzenie pełne dobroci i współczucia. P.O dodał jeszcze kilka słów otuchy, że powonieniem być silny, bo do czasu kiedy Zico nie wyjedzie, nie może nic zrobić. Poczułem się jakby P.O  był moim przyjacielem, jeszcze z dzieciństwa.
Usłyszeliśmy jak ktoś głośno zamyka drzwi.
-Zico!- krzyknął mężczyzna.-Muszę iść, trzymaj się.- wstając  delikatnie pocałował mnie w czoło. Poczułem  dziwne ciepło w okolicy brzucha. Czy..? Nie, to niemożliwe, nie mogłem nawet o tym myśleć. Ostatni raz spojrzałem na anioła zesłanego mi z nieba, na jego anielską twarz i piękne oczy.Moje spojrzenie było w nim utkwione dopóki jego postać nie zniknęła za wielkimi drzwiami. Poczułem się bardzo samotny, rozejrzałem się po ciemnym, przygnębiającym pokoju.
*Już niedługo…* pomyślałem. Nagle usłyszałem czyjąś rozmowę.

-Ostatni raz pytam się co tam robiłeś? To jest mój piesek i nie masz prawa się do niego zbliżać, rozumiesz?! Ahh tak bardzo ci się podoba? Dobrze, jeśli tak bardzo go lubisz na pewno nie będzie ci przeszkadzać kiedy..-Usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła. P.O! Głos dobiegający zza drzwi zniknął. Rozpoznałem w nim Zico, który za pewnie krzyczał na biednego P.O. Jeszcze obolały, szybko podbiegłem do drzwi.
-Zostaw go!- krzyczałem z całych sił. Byłem wściekły na siebie za to, że P.O oberwał tylko za to że chciał mi pomóc. Nie wiedziałem, co stało się na korytarzu, miałem tylko nadzieję, że P.O bardzo nie ucierpiał. Bardzo bałem się o, no właśnie kim on dla mnie był? Wiedząc, że nic nie zdziałam, wróciłem na swoje wcześniejsze miejsce, usiadłem, chowając twarz w rękach i kontynuowałem moje rozmyślania.
-Lubisz go tylko dlatego, że stara ci się pomóc-wmawiałem sobie- A ten pocałunek, wprawdzie w czoło, ale dlaczego to zrobił? Czy on też coś do mnie czuje?- Tyle pytań cisnęło się w mojej głowie. Tak bardzo chciałbym znać na nie odpowiedzi…
Drzwi znów otworzyły się, jednak teraz weszli przez nie obaj mężczyźni. Zico szarpał P.O za koszulkę.
-Proszę bardzo, teraz będziesz mógł okazać to jak bardzo go lubisz- popchną młodszego w moim kierunku, P.O wylądował tuż obok mnie, uderzając przy tym mocno, ręką o stojące blisko łóżko. Starszy podszedł do niego i z całej siły zadał mu cios w twarz. Młodszy uderzył głową o podłogę, z jego ust pociekła stróżka krwi.
-Tak go lubisz, więc proszę bardzo, okaż mu to!
-Ale o co ci chodzi, jak mam cokolwiek okazać?-P.O znów dostał po twarzy.
-Zostaw go!- Krzyknąłem. Zico nie zwrócił nawet na mnie uwagi. -Zrób to co ci mówiłem!- Wykrzyczał ze złością.
-Ale ja nie mogę, nie chcę..- Błagał P.O.
-Więc chcesz, żebym go zabił?- Zico wycelował bronią prosto w moją głowę. Nie wiedząc co się dzieje, siedziałem skulony, ze strachu, pod ścianą. Całe moje ciało się trzęsło.
-Naprawdę chcesz by umarł? Jeśli nie zrób to co ci mówiłem i zapomnimy o wszystkim.- Zico był coraz bardziej zniecierpliwiony. P.O spojrzał na mnie, przepraszając wzrokiem. Złapał mnie za rękę i delikatnie obrócił tak bym leżał na brzuchu. Trzęsącą się dłonią pogładził mnie po buzi. Nachylił się nad moim ciałem.
-Przepraszam, kocham cię i nie pozwolę by on cię zabił.- Cichutko wyszeptał do mojego ucha. Te słowa przeszyły moje całe ciało, nie mogłem w to uwierzyć. Oprzytomniałem dopiero, kiedy usłyszałem donośny głos Zico.
-Masz 5 sekund inaczej dostanie tą kulą w swój cholerny łep! Chcesz żyć z myślą, że przez ciebie zginął człowiek?!- Ledwo skończył swoją wypowiedź, a poczułem ból. Ten okropny ból, który towarzyszył mi za każdym razem, gdy Zico mnie wykorzystywał.

-Przepraszam kochanie…- P.O choć poruszał się bardzo delikatnie, nadal zagryzałem wargi, błagając by przestał. Pokój przepełniał głośny śmiech starszego i cichy oddech mojego P.O. Nagle usłyszałem strzał…

-Niee!-Wyrwało się z mojego gardła…




sobota, 22 grudnia 2012

Obsesja 2 "

7 komentarzy:

Przepraszam, że tak długo czekaliście  ale wiecie ten przedświąteczny czas.. Tyle roboty.. :)



Widziałem, że ten lekki dotyk sprawił mu małą przyjemność. Wiedziałem, że kiedy przestanę, spotka mnie coś gorszego, dlatego posłusznie obniżyłem głowę i powoli wsunąłem członka do ust...


Dłonie Zico ujęły moją głowę i powoli uciskały ją w dół, by następnie szarpnięciem za włosy unieść ją z powrotem. W tym czasie moje usta delikatnie przesuwały się po jego członku. Niesiony chwilą, zacząłem powoli oplatać go nie tylko wargami, ale także językiem. Po rzadko wydawanych przez mężczyznę jękach, można było poznać, że sprawią mu to nie małą przyjemność. 
Na początku Zico pieścił każdy kawałek mojego ciała. Delikatnie składał pocałunki na mojej szyi, torsie i udach. Zwinnie oplatał mojego członka, swoim językiem, co go bardzo pobudzało. Chyba nie dziwnym jest fakt, że było to dla mnie zaskakująco przyjemne. Jednak nie trwało to długo. Nagle poczułem silny ból.W okolicy swojego wejścia poczułem coś mokrego. Teraz członek  Zico powoli wsunął się w moje wnętrze.  Moje wszystkie mięśnie spięły się, a oczy otworzyły szerzej.  Moje usta wydały cichy jęk protestu. Czułem ból, który  z każdą chwilą narastał. Zico poruszał się we mnie coraz szybciej. Lekko zmęczony, objął moje uda rękami, by muc wejść we mnie jeszcze głębiej. Dociskał je do siebie, za każdym razem coraz mocniej. Moje dłonie mocno zaciskały się na leżących obok mnie poduszkach. Ściskałem oczy z bólu, mój oddech stał się szybki, a z ust coraz częściej wyrywały się krzyki. Zgryzłem wargi, by nie krzyczeć.
-Proszę przestań!- Krzyczałem, przez zaciśnięte wargi. –Błagam!- Jednak moje prośby nie wzbudzały w oprawcy najmniejszych emocji. Nieustający ból stawał się nie do zniesienia, gdy nagle przestałem go czuć. Ciężko oddychając, próbowałem obrócić się, by zobaczyć co skłoniło mężczyznę do przerwania… Nagle poczułem jak czyjeś ręce oplatają mój brzuch, szybkim ruchem zostałem przewrócony na plecy. Sznur, którym były związane moje ręce zaczął wbijać się w nie jeszcze bardziej. Przez załzawione oczy widziałem jak ciemna postać zbliża się do mnie. Kiedy próbowałem , szybko mrugając, pozbyć się łez, poczułem silny ból na prawym policzku. Moja głowa bezwładnie opadła na lewą stronę. Począłem się szarpać , jednak to sprawiło tylko, że po moich rękach zaczęła spływać krew. Lina zostawiła na nich głębokie rany. 

-Proszę, daj mi spokój, czego ty chcesz?!
-Spokój? Oh chcę się tylko z tobą zabawić- Postać zaśmiała się szyderczo. Dopiero teraz, otwierając szerzej oczy spostrzegłem, że jest to młodszy z porywaczy. P.O podszedł i usiadł zaraz koło mnie. Ujął moja twarz, delikatnie ją gładząc.
-Nie bój się, nie będzie bolało. Nie tak bardzo- Teraz doskonale widziałem jego męską twarz, na której gościł uśmiech. -Proszę uwolnij mnie, błagam..
-Żartujesz? Teraz ja się tobą zajmę…- Ostatni raz spojrzałem mu w oczy, nie chciałem widzieć tego co będzie mi robił…



Obudziłem się, dalej ze związanymi rękoma, moje oczy powoli rozejrzały się po pomieszczeniu. Nie było w nim nikogo, oprócz mnie. Spojrzałem na swoje ciało. Pokrywały je liczne sińce i rany, z wielu z nich powoli ciekła krew. Próbowałem się ruszyć, jednak każdy ruch sprawiał mi wielki ból.
Drzwi pokoju otworzyły się, a w nich staną starszy mężczyzna (Zico).

-No i jak się czujesz?- Zapytał. Nie miałem najmniejszej ochoty mu odpowiadać.
-Nie będziesz rozmawiał? Trudno..
-Dlaczego? Dlaczego mi to robicie?!
-Słuchaj, myślałeś, że życie jest piękne, że zawsze będziesz szczęśliwy? To się myliłeś, piesku…-Ale dlaczego ja? Co ci zrobiłem?!- Krzyczałem, z trudem łapiąc  oddech.
-A czy ja komukolwiek, kiedyś coś zrobiłem? Nie, a traktowano mnie podobnie..
-Więc dlatego, że ktoś cie kiedyś skrzywdził, ty wyżywasz się na mnie?- Przerwałem mu.
Zapanowała cisza. Po jego minie poznałem, że ciężko jest mu mówić o tych wspomnieniach. Gdyby nie to co mi zrobił tamtej nocy, pewnie bym mu współczuł.  Jednak teraz, we wnętrz, można powiedzieć, że cieszyłem się z tego.

-Naprawdę chcesz wiedzieć? Mnie traktowano gorzej, więc ciesz się, że nie robię ci nic gorszego. To było dawno, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Od tamtej pory przysięgłem sobie, że teraz to ja będę krzywdzić…


piątek, 14 grudnia 2012

"Obsesja 1 "

9 komentarzy:

Na pomysł (+realizacja) wpadłam oglądając Mv "Obsession" SmokaxD Sam pomysł w mojej głowie wydał mi się ciekawy, ale jakie są tego efekty? Jeśli macie jakieś uwagi, lub pomysły to śmiało piszcie w komentarzach :DWięc (oficjalnie xD ) zaczynam wieloczęściowe opowiadanie "Obsesja" (wow skąd pomysł na tytuł? xD ) z kilkoma członkami zespołu Block B. Więc ZAPRASZAM i miłego czytania :D


Tytuł: "Obsesja"

Autor: Zico

Gatunek: Dramat, horror

Rodzaj: Wieloczęściowe

FanClub: Block B

Uwagi autora: opisy brutalności,

Typ: Yaoi





             Otworzyłem oczy. Dookoła mnie panował półmrok. Leżałem na podłodze, prawie nagi.
 Moje ciało pokrywały liczne rany i sińce. Z wielu z nich powoli ciekła krew .Moje ręce i nogi były związane sznurem, który mocno się w nie wbijał. Próbowałem się ruszyć, jednak każdy ruch sprawiał mi wielki ból.  Byłem w szoku, w pierwszej chwili nie pamiętałem co się stało, dlaczego tu jestem. Dopiero kiedy rozejrzałem się po pomieszczeniu zacząłem przypominać sobie wszystkie okropne wspomnienia. Tak samo jak wtedy w pokoju panowała ciemność, światło dawało tylko kilka porozstawianych  świec.  Ściany pokryte były dużą ilością roślin, które wbijały swoje korzenie między kamienie, którymi wyłożona była każda  z nich. Moje oczy na chwilę zatrzymały się na starych drzwiach przewiązanych łańcuchami.
Całe ciało drżało z zimna, jakie tam panowało. Teraz przez moją głowę przewijało się tysiące myśli, wydarzeń, których na pewno nie chciałbym pamiętać. Z każdym moim oddechem wspomnienia stawały się  coraz wyraźniejsze…

*Kilka godzin wcześniej*

Szedłem leśną drogą, zupełnie nie świadomy tego co mnie czeka. Zmierzałem na stary cmentarz, by odwiedzić grób mojej matki, która zmarła kiedy byłem jeszcze bardzo mały. Lubiłem tam przychodzić. Mogłem jej powiedzieć wszystko czego nie potrafiłem wyznać komukolwiek. Od cmentarza dzieliło mnie niespełna kilkadziesiąt metrów, gdy zauważyłem czarny samochód powoli podjeżdżający pod jego bramę. Z wozu wysiadło kilku umięśnionych mężczyzn, ruszyli w moim kierunku. Zaniepokoiłem się, kiedy coraz szybciej kroczyli ku mnie. Myślałem o ucieczce, jednak nic by mi to nie dało, gdyż z daleka poznać można było, że mężczyźni są umięśnieni i wysportowani. Byłem przerażony, z niepokojem patrzyłem na biegnących do mnie „goryli”. Po kilku sekundach byłem już w uścisku największego z nich.
-Co wy chcecie?! Puśćcie mnie!- Moje krzyki i szarpanie się nic nie dawały, marnowałem tylko siły, więc zaprzestałem szamotania się. Zostałem dosłownie wrzucony do wozu, moje ręce związane grubym sznurem, a usta zaklejone czarną taśmą. Bardzo się bałem, byłem pewny że to może skończyć się dla mnie tragicznie…
Po około pół godziny jazdy, samochód zatrzymał się. Nagle poczułem okropny ból z tyłu głowy. Cały świat zawirował, następnie zblakł i wszystko stało się ciemne. Moje powieki bezwładnie opadły i później nie pamiętam już nic…

Ocknąłem się, już w całkiem innym miejscu. Pokój przypominał mi salę tortur z horrorów, których oglądałem wiele.
Moje ręce były już wolne, jednak usta wciąż pozostawały zaklejone. W moim kierunku kroczył dość wysoki mężczyzna, o ciemnych włosach, zaplecionych w dredy i męskimi rysami twarzy. Szedł z taką dumą i wyższością, a jego długi, ciemny płaszcz ciągną się po ziemi. Z wyglądu wydawał się na niewiele starszego ode mnie, jednak jego postura była o wiele „większa” od mojej. Po chwili w drzwiach pojawił się kolejny człowiek. Tym razem nieznajomy miał bardzo jasne włosy, upięte wysoko, w cienki kucyk. Jego spojrzenie było przerażające, a jego kamienna twarz od razu wzbudziła mój, jeszcze większy lęk. 
-Hej, rusz się! Tyle czekaliśmy na nową „zabawkę”…  Hyung,  bierzmy go!
-Spokojnie, P.O. Mamy sporo czasu, gdzie ci się tak spieszy.? Zabawimy się powoli z naszym nowym pieskiem- Starszy uśmiechną się w stronę przyjaciela. Ten gasząc papierosa, zamknął ciężkie, duże drzwi. Teraz obaj zmierzali w moim kierunku. Podsunąłem się najbliżej ściany jak tylko się dało. Ze strachem, błagalnym spojrzałem prostu w oczy starszego mężczyzny. Próbowałem prosić ich o litość, jednak moje usta dalej były zaklejone, bałem się sięgnąć by je uwolnić.
-Zamknij się! Proszenie, błaganie  i tak ci teraz nic nie da. Nikt cię tu nie usłyszy i nikt ci nie przyjdzie z pomocą- Jego dłoń z dużą siłą uderzyła w moją twarz. Na policzku poczułem silne pieczenie.
-Chcesz tak dostawać częściej? No odpowiedz!- Złapał moją twarz.
-Odpowiedz, chcesz?!- Krzyczał coraz głośniej, w końcu uwalniając mnie z uścisku.
Przecząco potrząsnąłem głową. Mężczyźni kazali  mi przejść na znajdujące się niedaleko łóżko. Musiałem posłusznie wykonać ich polecenie, inaczej znów  dostałbym po twarzy. Niepewnie, nie do końca świadomy tego co robię, wszedłem na mebel.
-Czy już mogę?
-Nie P.O. Ja pierwszy pobawię się z naszym zwierzaczkiem.
-Yhh – Mina z jaką stał teraz młodszy, doskonale wyrażała jego wielkie niezadowolenie.
Starszy podszedł do mnie. Jego ręce powoli spoczęły na moich ramionach. Z siłą pchnął mnie, tak że przewracając się uderzyłem ręką o kant łóżka. Już po krótkiej chwili na ciele pojawił się ślad w postaci ogromnego siniaka.  Oczy oprawcy śledziły każdy mój ruch, a na jego twarzy pojawił się przerażający uśmiech.
-No to się pobawimy, piesku…- Jego dłonie zaczęły dotykać każdej części mojego zimnego ciała.  Powoli zdejmował ze mnie koszulkę. Zacząłem drżeć, wiedziałem o co chodzi i co oni zamierzają mi zrobić. Nie mogłem nawet o tym myśleć, na samo wspomnienie o tym moje ręce dygotały jak szalone. Gdy to sobie uświadomiłem, próbowałem się wyrwać z uścisku ,jednak nie dałem rady.
-Chcesz uciec? Nie radzę kombinować, bo pożałujesz jeszcze bardziej- Mężczyzna uderzył mnie pięścią w twarz. Za chwilę zrobił to po raz kolejny. Z moich ust zaczęła cieknąć krew, która plamiła nie tylko moje ubrania, powoli kapała też na (muszę przyznać-bardzo ładny) płaszcz mężczyzny…
Już po chwili leżałem na łóżku cały nagi. Rękoma, nieporadnie próbowałem zakryć swoje ciało. Zico, tak zwracał się do niego młodszy, stał naprzeciwko mnie i z szaleństwem w oczach spoglądał na moje blade od zimna i strachu ciało.
-Mmm , nie zły jesteś- powiedział to patrząc na moją prawą dłoń, która starała się zasłonić mój członek. Ręką, szybkim ruchem oderwał taśmę z moich ust. 
-Słuchaj, jeśli będziesz grzeczny pobawimy się tylko i nikomu nic się nie stanie. Jednak jeśli będziesz próbował uciec, pogadamy inaczej-Na jego twarzy zagościł szaleńczy uśmiech.
Zico zbliżył się do mnie, jego ręce objęły moje biodra. Następnie zawędrowały na moje pośladki.
-No nie patrz się tak! Nie wiesz co robić?- wykrzyczał mi prosto w twarz. Spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem, jednak on wzrokiem wskazał  na swoje spodnie.
-Do dzieła- Rozsiadł się wygodnie, powoli rozszerzając swoje nogi. Od razu domyśliłem się o co mu chodzi.
-Długo mam czekać?! Czy znów chcesz oberwać?- Teraz jego ton stawał się coraz bardziej nie przyjemny. Zacząłem drżeć.
-Rozepnij moje spodnie- Polecił mi starszy. Ująłem guzik w swoje trzęsące się ręce i nieporadnie rozpiąłem go. Zdjęcie spodni poszło mi znacznie szybciej i łatwiej. Nie zauważyłem, gdy podczas mojego szarpania się z materiałem, Zico zsuną z siebie miękki płaszcz i czarną satynową koszulę, ukazując swój niezwykle umięśniony brzuch.
-Twoje usta na pewno potrafią zdziałać cuda- Słowa mężczyzny zabrzmiały tak niewinnie i zachęcająco. Całe moje ciało drżało, a oczy otworzyły się szerzej na widok tak dużego przyrodzenia, jakie posiadał Zico. Wiedziałem, że im szybciej wykonam polecenie, tym szybciej zakończy się ten horror. Nie pewnie ująłem sztywnego już członka i powoli zbliżając się, zamknąłem oczy. Nie mogłem znieść myśli, że moje wargi za chwilę połączą się z przyrodzeniem mężczyzny, wbrew mojej woli. Delikatnie musnąłem ustami penisa mężczyzny.  Widziałem, że ten lekki dotyk sprawił mu małą przyjemność. Wiedziałem, że kiedy przestanę, spotka mnie coś gorszego, dlatego posłusznie obniżyłem głowę i powoli wsunąłem członka do ust...