music

poniedziałek, 22 lipca 2013

~Rozdział 1 "Dark Past"

9 komentarzy:

Chciałam Was Wszystkich bardzo przeprosić że bardzo dawno nic nie dodawałam, ale już wróciłam z wakacji i rozdziały będą się pojawiać dość często :) ZAPRASZAM DO CZYTANIA ^^



ROZDZIAŁ 1

"Wspomnienia...Tęsknota... i Nowa Znajomość"




    Dochodziła 4 a ja wciąż nie mogłem zasnąć.  Wspomnieniami kolejny raz wracałem do przeszłości, do tych okropny wspomnień.  Gdy tylko w mojemu głowie odtworzyłem tamte momenty, automatycznie do moich oczu zaczęły napływać łzy. Dręczyłem się tak co noc, nie mogąc spać,  a co gorsze nie mogąc wymazać tego zdarzenie z pamięć. Za każdym razem gdy widziałem jego posiniaczoną twarz, stróżkę krwi spływającą z jego pięknych, niewinnych ust, jego blade ciało leżące w świetle księżyca i jego...  Mordercę który odebrał mi moją jedyną wtedy opokę, ostatniego człowieka na tej ziemia dla którego coś znaczyłem. Nigdy nie wybaczę mu, że uśmiercił mojego brata...

    Pamiętam tamten dzień jakby to było wczoraj. Był dość ciepły majowy wieczór, a ja zmierzałem do Yongnam’a. Właśnie wracał ze szkoły, ja jak zawsze miałem go odebrać z przystanku. Jednak tamtego dnia było inaczej. Nie zastałem mojego kochanego brata tam gdzie powinien być.  Czekałem z myślą że autobus najzwyczajniej w świecie się spóźnia. Obrzucałem spojrzeniem wszystkie strony świata, wyczekując tylko jego. Zerwał się wiatr, który rozwiewał moje włosy, na niebie pojawiły się ciemne chmury zwiastujące deszcz. Coś podpowiadało mi żeby zadzwonić do brata. Nie czekając ani chwili wybrałem jego numer.  Po kilku sygnałach ktoś odebrał, jednak zamiast usłyszeć ciepły głos brata, dochodziły mnie inne dzięki. Szum wiatru trzeszczał w słuchawce,  ktoś w oddali krzyczał, nie wiedziałem ci się dzieje dopóki nie usłyszałem strzału.  Bang! -odruchowo zawołałem. Nie miałem pojęcia co teraz robić, dlatego też ruszyłem przed siebie mając nadzieję że dobry los pozwolić mi trafić na trop brata. Na szczęście poszukiwania nie zajęły mi wiele czasu.  Na szczęście?  Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że wolałbym nie znaleźć go i teraz żyć w tępym przekonaniu że nic mu nie jest i na pewno się odnajdzie.
Uliczka w którą skręciłem była dość szeroka i ciemna, jedynym światłem jakie ją rozjaśniało, był blask księżyca.  Na końcu ścieżki zauważyłem kilka postaci, tylko gdy mnie zobaczyły od razu ruszyły w stronę przeciwną mi. Bez namysłu pobiegłem w stronę ostatniego człowieka, który tam został, nie zważając na ciemność i czekające tu być może niebezpieczeństwa. Siedział, właściwie leżał oparty o ścianę. Nieznajomym okazał się ciemnowłosy chłopak, na oko w moim wieku. Miał zabrudzone krwią spodnie i ręce.  W mroku mogłem dostrzec jedynie jego ciemne, wystraszone oczy. Resztę twarzy zakrywała ciemna chusta. Jego ręce trzęsły się lekko, a oddech był przyspieszony.  
-Co tu się dzieje? Nic ci nie jest? Kto to był? - potok pytań wylał się ze mnie, zadawałem je, zapominając na chwilę o bracie. Nieznajomy wskazał wzrokiem na przeciwną stronę ulicy. Tam także znajdował się zarys postaci. Odwróciłem się i zamarłem, kiedy moim oczom ukazała się lśniąca w blasku księżyca srebrna kamizelka. Brat wyszedł w takiej z domu. Modliłem się by kolejny człowiek nie okazał się moim bratem.  Ruszyłem w kierunku „lśniącej” osoby. Stanąłem, kiedy mój wzrok napotkał niewinna twarz Yongnama ,cała pokrytą kurzem i krwią.  Objąłem wzrokiem całe ciało. Zauważyłem kilka plam tej samej cieczy na jego koszulce. 
Podbiegłem do bliźniaka i od razu wziąłem go na kolana. Nie oddychał. Nieudolnie podjąłem próby reanimacji.  Po kilku razach poddałem się widząc ze tutaj nie pomoże nawet interwencja fachowych sanitariuszy służby zdrowia.  Powietrze wypełnił mój krzyk, który niosąc się i odbijając od ścian, trwał w nieskończoność.  Nie potrafię opisać uczuć jakie wtedy mną targały.  Klęczałem tam jak głupek trzymając martwe ciało brata na rękach i kiwając się w przód i tył jakby to mogłoby jakoś pomóc.  Przypomniałem sobie o nieznajomym i szybko odwróciłem się. Chłopak stal przyciśnięty do ściany.  Patrzył na mnie błagającym spojrzeniem, wtedy zdałem sobie sprawę ze krew plamiąca jego dłonie była krwią mojego brata.  Przyglądałem się zabójcy nie potrafiąc zostawić brata i go dopaść, coś nie pozwalało mi opuścić jego ciała. Sprawca zaczął powoli przemieszczać się w kierunku wyjścia z uliczki. W pewny momencie usłyszałem ciche „przepraszam”, a chłopak rzucił się do ucieczki. W ciemnościach,  w niewyjaśniony sposób zdołałem dostrzec ranne na ciele zabójcy. Jego koszulka była rozdarta więc odsłaniała plecy na których widniało rozcięcie na swój sposób przypominające znak x. Widziałem jak człowiek którego nienawidzę najbardziej na świecie znika w ciemnościach Seulu.
Spojrzałem na twarz brata, nadal nie przejmując do wiadomości ze to już koniec. Nie potrafiłem uświadomić sobie że jego życie dobiegło końcu tu, w jednej z ulic naszego miasta. 
Otarłem łzy spływające po moim policzku już od jakiegoś czasu i wtuliłem się w zimne ciało Yongnama. Powiedz mi jak teraz przetrwam bez ciebie bracie? Noc była taka cicha, moje serce obolałe a jego ciało tak zimne. Tamtego dnia przysięgłemu sobie że pomszczę śmierć mojego brata . Gdy tylko odnajdę tego zabójcę bez wąchania pozbawię go życia. Choć miałem zaledwie 16 lat już myślałem o zabójstwie innego człowieka..

    Nawet nie wiesz jak wciąż za tobą tęsknię. Sam się dziwie jakim cudem poradziłem sobie przez ten cały czas, sam...
Po jego śmierci, pewien człowiek znalazł mnie jak włóczyłem się gdzieś po ulicach Seulu szukając pieniędzy, by w końcu muc coś zjeść. Mieszkaliśmy z ojczymem który już dawno miał nas w dupie.  więc sami zarabialiśmy pieniądze na swoje utrzymanie. Nie sprzedawaliśmy różnych  rzeczy na skup, nie  prosiliśmy o kasę na ulicy, ale występowaliśmy w miejscowym teatrze. pieniądze z tego były naprawdę wspaniale.  Zarabialiśmy 100-200 wonów tygodniowo.  Jednak dyrektor dowiedziawszy  się ze nie może już dawać pokazu z bliźniakami wywalił mnie bez zawahania. Teraz musiałem radzić sobie inaczej...
Jakoś dotrwałem do końca szkoły i powili zacząłem się ustatkowywać.  Znalazłem angaż w innym teatrze i powili zarabiałem kasę . Uzbierawszy odpowiadają sumkę kupiłem małe mieszkanko na obrzeżach miasta.  Teraz jakoś żyje, lecz blizna na moim sercu zostanie do końca życia...

Kolejny raz spojrzałem na zegarek. Minęło zaledwie 26 minut. Desperacko złapałem poduszkę leżącą obok mnie i mocno wbiłem w nią twarz, z myślą ze może to pomoże mi zasnąć. Ku mojemu zdziwieniu tak było. Zdezorientowany otworzyłem oczy, było już zupełnie jasno. Cyfry na budziku wskazywały 12:30 .
-Czyli jednak trochę pospałem. -jednak nie czułem się wyspany.  Podnosząc się z łóżka stwierdziłem ze jest mi niedobrze. Nic dziwnego jak je się byle co w jakich dziwnych, nie do końca czystych, przydrożnych barach. To dziwne uczucie w brzuchu sprawiło ze od razu rzuciłem się w stronę łazienki.
Po pół godziny stwierdziłem ze jest lepiej i ze dziś pozwolę sobie na zjedzenie obiadu w mojej ulubionej knajpie. Zawsze spędzałem tam trochę czasu jednak rzadko kosztowałem tamtejszych potraw, gdyż nie mogłem sobie na to pozwolić, jednak z ostatniej wypłaty zostało mi trochę więcej niż zwykle. W końcu będzie to coś porządnego a nie zwykły kawałek mięsa czy byle jak przysądzone kimchi.  Dlaczego nie jadłem w domu? Zdarzało się ze robiłem sobie po prostu kanapki, jednak to było jedyne co umiałem zrobić. W młodości nie miałem jak i od kogo nauczyć się gotować. Jak miałem umieć przyrządzać posiłki, kiedy w najgorszych momentach, nie raz jadłem tylko znalezione byle co i to raz na 2 dni..  Być może przez to teraz wyglądam jak kościotrup i jem tyle co nic, nie czują większego apetytu, dlatego też do kuchni nie zbliżałem się.

Wszedłem do ukochanego miejsca i już miałem zająć moje ulubione ,kiedy spostrzegłem ze ktoś siedzi na krześle obok . Nie lubiłem towarzystwa ludzi, a po za tym nie grzecznie było by usiąść do zajętego już stolika. Zdezorientowany stałem tam rozglądając się po dość dużej sali w poszukiwaniu  podobnego miejsca w kącie. Niestety była niedziela i wszystkie stolik były już zajęte  przynajmniej przez 1-2 osoby. Już odwróciłem się w kierunku drzwi,  z myślą ze zjem tu jutro kiedy usłyszałem
-Ej jak chcesz to się przysiądź. -Mój wzrok ogarnął całą knajpę szukając osoby która to powiedziała.  Okazało się skrzydło ze był nią nieznajomy który zajął moje miejsce. Normalnie podziękował bym i wyszedł ale byłem dziś taki głodny... chłopak zauważył moje zawahanie i powtórzył z uśmiechem
-Siadaj, nie krępuj się. -nie miałem wyjścia i zająłem miejsce obok bruneta.
-Hej nazywam się HimChan ale możesz mówić mi po nazwisku -Kim- nowo poznany chłopak wyciągnął rękę w moim kierunku szeroko uśmiechając się przy tym. Wydawał się na prawdę bardzo miły. Ogarnąłem spojrzeniem jego czekoladowe włosy, jeszcze ciemniejsze oczy, malinowe usta i w pewnym sensie uroczy uśmiech. Automatycznie, praktycznie nieświadomie, odwzajemniłem uścisk. W tym kolesiu było coś co sprawiało ze miało się ochotę poznać go bliżej, zaprzyjaźnić.
-Bang.- tyle chyba powinno wystarczyć.
-Zamawiasz coś? Polecam „____”-tutaj nowy znajomy wypowiedział, przypuszczając, jakieś słowa po francusku. Ta potrawa musiała by wyśmienita ale także droga, a ja do swojej dyspozycji miałem zaledwie kilka wonów. 
-Nie dzięki to na pewno smaczne ale wole nasze jedzenie -wskazując w menu palcem na warte pewnie z 4 razy mniej  ____. Kim uśmiechnął się. Nie chciałem by od razu spostrzegł ze jestem dość biedny, on sam wyglądał na dość bogatego. Zdradzał to wyglądający na zupełnie nowy płaszcz oraz pozłacany zegarek na ręce.
Kelner przyjął zamówienie które miało się  wkrótce pojawić.  HimChan chyba chciał poznać mnie lepiej, zadawał tyle pytań na które musiałem odpowiadać z szybkością światła by wyrobić się przed kolejnym. Jednak nie było to meczące, powiedział bym ze nawet milo się rozmawiało.
Po około pół godziny otaczała nas tak radosna atmosfera oraz, oczywiście puste już talerze. Dawno tak ciekawie nie spędziłem czasu i to z praktycznie obcym człowiekiem, który z rozumiał mnie z pewnością lepiej niż np. mój własny ojciec.  Nagle telefon Kima zadzwonił.  Chłopak odrzuci połączenie ale od razu nie zadowolony dodał:
-Muszę już uciekać, praca wzywa. Ale spotkajmy się jeszcze kiedyś.  Świetnie mi się z tobą rozmawiało. Masz zadzwoń jak będziesz chciał się spotkać -HimChan wyciągnął z kieszeni kartkę, zapisał na niej swój telefon i jak zawsze z szerokim uśmiecham położył na stoliku.
-Oczywiście zadzwonię -odpowiedziałem również wesoło. Kim opuścił knajpę, wsiadał do czarnego wozu i odjechał.  Spojrzałem na białą kartkę leżąca przede mną.  Chciał bym zadzwonić, bo Kim od razu wydał mi się ciekawym i wartym bliższego poznania człowiekiem. Tylko jak ja się z nim skontaktuje nie mając komórki?  Mój wzrok padł  a wiszący niedaleko moje stolika, automat telefoniczny,  na mojej twarz pojawi się uśmiech. 
JEŚLI CI SIĘ PODOBA ZOSTAW KOMENTARZ <33

wtorek, 9 lipca 2013

"Lost Treasure"

12 komentarzy:
Pewnego razu gdy Block B bardzo się nudziło…Postanowili POSZUKAĆ SKARBU.

Cała załoga Block B nudziła się w swoim dormie.
-Ej ziomki a może byśmy ruszyli nasze zacne dupcie z przed telewizora i ruszyli na jakąś wycieczkę?-Kwon z wielkim entuzjazmem machnął rękoma.
-Niezły pomysł. Ja to zawsze chciałem poszukać skarbu a potem roztrwonić go na piwo i dziwki.-Wzrok wszystkich padł na siedzącego w kącie pokoju Zico.
-No co nie lubicie dziwek? Co wy pedały?- JiHo nie wiedział że swoim ostatnim zdaniem uraził P.O oraz Taeil’a, nie miał pojęcia że chłopaki są razem już od jakiś 3 miesięcy.
-Nie dziwki są tu najważniejsze. Raczej zwrócił bym uwagę na...
-Nigdy nie mów że dziwki są nie najważniejsze! Zrozumiałeś?- Zico z wielkim oburzeniem wlepił swój złowrogi wzrok w B-Bomba.
-Chodzi mi o to że mam pewną mapę skarbów i moglibyśmy się wybrać na poszukiwania. Co wy na to?- Chłopcy wymienili się spojrzeniami i po chwili przyznali że to nie głupi pomysł. Bomb rzucił się do szukania ów mapy w czasie gdy reszta panowała do plecaków najpotrzebniejsze rzeczy takie jak kanapki, woda czy apteczka. Oczywiście dla Taeila potrzebnymi rzeczami było także mydło w płynie, puszka groszku i jak go stwierdził "Majonez-tak na wszelki wypadek". Po ogarnięciu wszystkiego ekipa ruszyła wyznaczona przez mapę drogą. Szlak prowadził do starego lasu, znajdującego się jakieś 5km od ich domu.
-Teraz w głąb lasu i niedługo będziemy na miejscu.-oznajmił przewodnik B-Bomb.
-Las?! Ale ja tam nie wchodzę..
-Kwon co znowu? Czemu niby boisz się lasu?
-Bo mam z nim złe wspomnienia. Ktoś tam próbował mnie zgwałcić..
-Kto ? Kiedy ?
-No ... Zico .. Jakieś 3 dni temu.
-Zico !! Wae?- Krzyknął JaeHyo załamując ręce.
-no co? Chciało mi się a nie miałem z kim, to musiałem coś z tym zrobić, a że akurat Kwon jest nie brzydki...
-Ale ty chyba nie lubisz gei?
-Chwila słabości..-Zico dodał opuszczając głowę. Kwon usiadł na piachu i począł się kiwać na boki.
-Dobra Kwon nie wydurniaj się i chodź, przysięgam że Zico ci nic nie zrobi.
Po około 10 min udało się przekonać żeby poszedł z resztą. Blockersi wędrowali lasem już około 2 godzin, szukając wielkiego dębu otaczającego miejsce zakopania skarbu. Zmęczeni chodzeniem postanowili zrobić postu aby zjeść i napić się.
-Siadamy tutaj-B-Bomb wskazał na pole zielonej trawy rozciągającej się po ich prawej stronie. Wszyscy zajęli sobie jakieś miejsce i już zaczynali konsumpcję, tylko Taeil stał z boku i nawet za namowami kolegów nie chciał usiąść.
-Czemu do cholery nie usiądziesz?
-Bo mnie boli dupa ok?!
-Ale dlaczego?!- Sposób w jaki wypowiedział to JaeHyo wyrażało że czuje się tu jak pomiędzy debilami i odczuwa wielką bezradność wobec tych wszystkich sytuacji.
-Bo wczoraj w nocy P.O kazał mi..-W tym momencie Pyo zatkał usta swojemu chłopakowi.
-To miała być tajemnica!
-Ale nie moja wina że kazałeś mi to robić. To był mój pierwszy raz i to bolało!
-No ale sam miałem sobie to robić, wyobrażasz to sobie? A ty masz do tego doskonały tyłek..
-Który teraz cierpi.
-Co?! Wy się wczoraj tam ruchaliscie?-Kłótnie przerwał Kwon.
-Nie!!-Taeil stanowczo zaprzeczył-ale on kazał mi rozciągać jego majtki bo zbiegły się w praniu i stały się na prawdę bardzo małe.-Tae pomasował swoje pośladki.
-Nie ważne.
Po skończonym posiłku chłopaki byli gotowi do dalszej drogi. Błąkali się po lesie już kolejną godzinę i nadal nikt z nich nie zauważył magicznego dębu. Znów przystanęli by odsapnąć jednak coś się nie zgadzało. Brakowało "przewodnika".
-No pięknie i jeszcze się Bomb zgubił-JaeHyo chyba jako jedyny z ekipy przejął się losem przyjaciela.
-Zico pomóż mi go szukać. Zico pomóż..? Co ty kurwa wyprawiasz?- spojrzał na hyunga tańczącego wokoło i wesoło podrzucającego liście.
-Patrzcie nosorożec!-JaeHyo stał wbity w ziemię z otwartymi że zdziwienia ustami. Przyglądał się jak jego kolega wali czołem w pień twierdząc że jest dudkiem, następnie był świadkiem jak kładzie się  p ziemi i udaje że jest motorówką. Po 20 min szukania przyczyn jego zachowania w końcu Kyung odkrył powód-grzybki halucynki których nawpierdzielal się leader.
-Zaopiekuje się nim-Kwon zaofiarował swoją pomoc. JaeHyo bardzo to zdziwiło gdyż jeszcze niedawno na sam widok leadera zaczynał dostawać drgawek. Kwon wziął pod rękę Jo Ho i (jak stwierdził „By pomóc mu odzyskać rozum”) po chwili oboje zniknęli w ciemnościach za rosnącymi dalej drzewami.
-Dobra to kto łaskawie pomoże mi znaleźć B-Bom….Kurwa! Ahn spojrzał z oburzeniem na swoją lewą rękę. Zaraz pod łokciem pojawiła się dość duża czerwona plama.- Ej, coś mnie ujebało no! Nie wytrzymam już tutaj z wami z tymi cholernymi robakami..! To swędzi i piecze, jednocześnie! Chłopaki, ja..ja.. ręka mi drętwieje, Jezu zaraz UMRĘ! Umieraam!- W tej właśnie chwili JaeHyo glebnął ostro o ziemię i począł  tarzać się jak opętany, nadal będąc  w przekonaniu że zaraz zejdzie z tego świata.
Co do chuja?-
-Hyung to tylko jakiś koma..
-Zamknij się ja umieram!- Taeil nie próbował już więcej uświadomić przyjacielowi że to zwykłe ukąszenie owada. W sumie to nikt nawet nie zwracał uwagi na histerię JaeHyo, każdy był zajęty sobą. Nagle z głębi lasu wydobyło się głośne „Aaaa”
-To Kwon! Kwon już biegnę!- Lee Tae od razu rzucił się na pomoc biednemu koledze. Jego bohaterski bieg nie trwał długo gdyż parę metrów dalej Hero potknął się o wystający z ziemi pniak drzewa i runął na liście. Jak na prawdziwego bohatera przystało wstał otrzepał się i biegł dalej dopóki nie odnalazł źródła wrzasków.
-Kwon?! Co do cholery tu się dzieje?- Taeil’a zamurowało kiedy ujrzał za drzewem niewiarygodną sytuację. Z niewiadomych przyczyn nie mógł oderwać wzroku od sceny w której Kwon posuwa jego drugiego przyjaciela! Nastepnie sytuacje odwróciły się.
-Zico przestań!- Taeil przekonany że tym razem Zico dopiął swojego i właśnie gwałci Kwona, ruszył w stronę chłopaków i silnym ciosem odepchnął Starszego od Kwona.
-Hyung! Co ty wyprawiasz? Było mi tak miło no!
-Posrało cię stary ? Prawie złamałeś mi kutasa! Weź się wstydź za siebie, przerwać stosunek…pszpcpsa- Zico szemrał coś pod nosem zapinając spodnie.
-Co? To on cię nie gwałcił? Zmuszał cię do stosunku?
-Nie, sam tego pragnąłem. Zrozumiałem dziś że tak bardzo lubię gdy Zico od dotyka mojego tyłka.. Ach…
-Czuję się niezręcznie. Wiecie ja już sobie pójdę lepiej, a wy.. róbcie sobie co chcecie.-Taeil odwrócił się i ruszył w kierunku „obozu”. Nie sądził że to co zastanie zaszokuje go jeszcze bardziej niż wydarzenie z przed chwili. Spojrzawszy z boku no rozgrywające się tam rzeczy można było pomyśleć że spogląda się na uciekinierów ze szpitala psychiatrycznego.
Na polanie, po prawej stronie stał (jako jedyny) wyglądający normalnie P.O, jednak gdy Taeil zbliżył się do chłopaka spostrzegł że ociera się on o pień drzewa.
-Co ty robisz?
-Natura wzywa kochany, muszę jakoś się przecież podrapać, a nie lubisz jak wsadzam ręce w gacie a potem cię dotykam.
-Tak kochana, masz rację-Widok Kyung’a rozmawiającego z młodą sarną, rozwalił mu psychikę bardziej niż to że P.O drapie się po genitaliach, ocierając się o drzewo.
-Wariaci, debile, idioci..-Na myśl nasuwało mu się jeszcze tyle innych wyzwisk.
Zico (dalej po wpływem grzybków) oraz Kwon właśnie wracali z ciemnego lasu niosąc B-Bomba! Min Hyuk spoczywał na rękach Kim’a, który z trudem ułożył go na polance. Widać było ze Bomb dostał czymś w głowę (miał czerwoną plamę na czole i odbity ślad) i zemdlał.
-Znaleźliśmy go jak leżał gdzieś pod pniem choinki.
-Zico…
-What?
-Wiesz że to las liściasty ?- Lee postanowił zebrać wszystkich członków i razem z normalnym jeszcze Bombem zawlec ich do domu. Zaczął od obudzenia przewodnika.
-Czyli jest już naćpany Zico, Kwon prosto po stosunku, ocierający się o drzewo Pyo, zaprzyjaźniony z sarną Kyung oraz umierający JaeHyo, czyli mamy wszystkich uuuch.
-Teraz wystarczy ich jakoś zaprowadzić do domu, ale czekaj co ze skarbem?
-Lee! Nie skarb jest najważniejszy, tylko to byśmy bezpiecznie wrócili do domu.
Teail wziął na plecy na wpół przytomnego JaeHyo, natomiast MinHyuk próbował odciągnąć Kyung’a od jego nowej znajomej. Podczas drogi nie obyło się bez płaczu zdesperowanego Hyung’a, bolącej dupy Kwon’a, nadal swędzących genitaliów P.O czy histerycznego śmiechu Zico.  Po około 3 godzinach w końcu wszyscy znaleźli się w dormie.
-W końcu jesteśmy..-Jęknął cicho MinHyuk opadając twardo na kanapę.
-Co z nimi zrobić?
-Poukładaj ich wszystkich w holu, jak się obudzą to przyjdą, a ty chodź siadaj koło mnie, obejrzymy coś.

Tak właśnie wyglądała historia pewnego zespołu, który chcąc zabić nudę wyruszyli na poszukiwanie skarbu. xD



JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ TO MIŁO WIDZIANY JEST KOMENTARZ <3

poniedziałek, 10 czerwca 2013

"Pęknięte serce" [OS]

12 komentarzy:

Uchhh w końcu dodaję coś nowego ;) Ostatnio jakoś nie mam dobrego nastroju i pisuję przeważnie smutasy.. No to chciałabym przedstawić Wam jeden z nich. Mam ogromną nadzieję ze się spodoba ;D
Liczę także na wasze komentarze <3


Było już w pół do 12, a on nadal nie wracał do domu. Cały wieczór czekałem tylko na niego. Przyrządzona przeze mnie kolacja już dawno wystygła, jednak nie byłem na niego zły, bardziej się o niego martwiłem.  Znów został na Sali treningowej, by obmyślić nowe kroki do układu, zawsze tak ciężko pracował.  Mówił, że dziś wróci wcześniej…
Usiadłem na łóżku w naszym pokoju, nie mogłem zasnąć, choć chyba nawet nie próbowałem. Po około 10 minutach usłyszałem dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza.
-KiKwank!- moje serce podskoczyło z radości.  Od razu (w samych bokserkach) pobiegłem do salonu, w którym smacznie, nie wiedzieć czemu, spał HyunSeun. Leżał owinięty w koc, dziwnie skulony na brzegu kanapy i chrapał dość głośno.  Dlaczego nie śpi u siebie, razem z Woon’em? Pewnie się pokłócili i Dong go wywalił z pokoju. Nie wnikałem już .
-KiKwang!- rzuciłem się na szyję ukochanego.
-Hyung aż tak się stęskniłeś?- Ki zaśmiał się. Tuląc go poczułem dziwną woń, zapach alkoholu…
-Piłeś?
-Yang przepraszam, byłem w barze po skończonym treningu. Miało być tylko jedno piwo, ale spotkałem Smoka i  Eunhyuk’a i … tak wyszło.
-Nie mogłeś chociaż zadzwonić?!  Czekałem jak głupi z myślą, że tak bardzo się przemęczasz, a ty w tym czasie się bawiłeś.
-Przecież przeprosiłem Hyung. Wybacz mi- W tym momencie nie miałem już ochoty z nim dyskutować. Było już koło 1, wszyscy spali, więc swoim krzykiem nie chciałem ich obudzić. Nie chciałem, by widzieli takie coś. Ostatnio i tak zauważyli że między mną a KiKwang’iem przestało się układać.
Poszedłem do pokoju i położyłem się do łóżka. Chciałem już zasnąć. „Powiedział, że będzie ćwiczył.”  Byłem wściekły, że mnie okłamał, pewnie robił tak zawsze. Tak bardzo nie lubi spędzać ze mną czasu ? To po co w ogóle jesteśmy razem? Do pokoju wszedł on. Miał uśmiech na twarzy.
-Dobrze wiem, że nie umiesz się na mnie długo gniewać Yoseob- podszedł do łóżka i jakby bezwładnie opadł na nie. – No chodź tu do mnie- jego ręce odciągnęły ze mnie koc, zostałem praktycznie nagi, nie licząc bokserek. Zbliżył się do mnie, zaczął całować w szyję. Tak uwielbiałem jak to robił. NA pewno odwzajemniłbym pocałunki, gdyby nie ten odór alkoholu. Przecież dobrze wiedział, że ja nie piję i że nienawidzę jak ktoś to robi. Ja po prostu nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Na dodatek ten zapach przypominał mi o jego kłamstwie.
-Nie Kwang. Dziś nie mam ochoty na jakiekolwiek zabawy z tobą.  Najlepiej jakbyś spał na dole.- dopiero teraz przypomniałem sobie, że nasz HyunSeun tam śpi, więc nie mam go nawet gdzie wygonić.
-No Yoseob, chodź proszę- jego ręce zaczęły zbliżać się do mojego nagiego ciała.
-Nie!- Coś we mnie eksplodowało. Teraz miałem ochotę wygarnąć mu wszystko co tak bardzo mnie bolało, już od dawna i to zrobiłem.
-Nie Ki !Nigdy Cię nie ma. Zawsze siedzę sam bo ty jesteś na treningach. Przynajmniej tak myślałem, bo sam  już nie wiem gdy się włóczysz. A jak już się pojawisz od czasu do czasu, to chcesz się tylko ruchać! Mam tego dosyć! Ty tak naprawdę mnie nie kochasz, więc po co to wszystko?! Zależy Ci tylko na seksie! Jak chcesz sobie pobzykać to idź do jakiejś dziwki. JA NIĄ NIE JESTEM!- gdy wrzuciłem to wszystko z siebie, ujrzałem zmieszaną minę młodszego.
-Ale Yoseob, nie moja wina że mam na to ochotę. Przecież to jeden ze sposobów okazywania miłości,  co nie?
-Ale dla ciebie chyba jedyny!- Czułem jak łzy napływają mi do oczu. Odepchnął go od siebie i narzucając na siebie byle co, wybiegłem z domu. Nie byłem w stanie już o tym myśleć. Tak bardzo go kochałem, a on nigdy mnie o tym nie zapewniał. Zacząłem biec. Na twarzy poczułem chłód, zaczął padać deszcz. Wiatr mieszający się z kroplami uderzał w moje ciało, jakby powstrzymując je od ruchu. Ciemne chmury ogarnęły niebo. Czułem się jakby wstąpiły także do mojego zycia. Po za domem byłem już dobre pół godziny. Nie wiedziałem która jest , nie wziąłem ani zegarka, ani telefonu. Nie chciałem by do mnie dzwonił. Nie miałem ochoty słyszeć jego głosu. Zwolniłem i skręciłem w ciemną uliczkę. Kiedy tak szedłem, zaczepiło mnie paru gości. Byłem tak zamyślony, że nawet nie zauważyłem skąd się wzięli.
-Czemu włóczysz się sam po nocy, co ?
-Przestań pieprzyć tylko rób co masz robić.- ktoś zwrócił się do  pierwszego rozmówcy.-Dawaj kasę!- Te słowa były skierowane już w moim kierunku.
-Ale panowie ja nie mam nic przy sobie, przysięgam.- Poczułem ból w plecach, upadłem. Jeden z nich kopnął mnie. Nie widziałem ilu dokładnie ich tam było, chyba koło 5-6.
-Tak chcesz się bawić? Przeszukać go!- wydał rozkaz. Dłonie napastników zerwały ze mnie ubrania i poczęły przeszukiwać każdy zakamarek.  Na twarzach złodziei pojawiło się niezadowolenie, gdy nic nie znaleźli. Jeden z nich sięgnął do kieszenie i wyjął z niej nóż.
-Nie, proszę!- błagałem go leżąc na chodniku. Widziałem jak ostrze zbliża się do mnie. Poczułem jak broń przebija moją skórę. Z moich ust wyrwał się krzyk. Kolejne ciosy zadawane w brzuch, twarz i plecy były coraz mocniejsze i zostawiały coraz głębsze rany. .

Sprawca,
wziął moje ręce i powoli przesuwając nożem po nadgarstkach, porozcinał je. By być pewnym że nie przeżyję tego ataku, pogłębiał rany jeżdżąc  narzędziem w przód i tył. Widziałem jak strugi krwi spływają z mojego brzucha, rąk i nóg. Nie miałem nawet siły krzyczeć, moje płuca przepełniało zimne, wilgotne powietrze. Powieki stawały się coraz cięższe. Tak bardzo broniłem się przed ich zamknięciem, jednak nie dałem rady. Moje oczy zamknęły się powoli. Ostatnią rzeczą jaką widziałem był wielki bilbord-zegar, wskazujący godzinę 2:00. Teraz każde nabranie powietrza było dla mnie okropnym bólem. Poddałem się.  W tej chwili moje pęknięte serce zaczęło zwalniać…

[KiKwnag]


Wybiegł? Tak po prostu? Nie wiedziałem co robić. Na chwilę usiadłem na krześle, musiałem odpocząć, pomyśleć. Uspokoiłem się po kilku głębszych oddechach i postanowiłem poszukać mojego ukochanego. Zerknąłem na zegarek, była 1:59. Kiedy wstawałem skierowałem się w stronę drzwi.. Usłyszałem potrójne piśnięcie oznaczające że wybiła 2:00. Chwytając za klamkę usłyszałem  trzask tłuczonego szkła .
Odwróciłem się i ujrzałem nasze wspólnie zdjęcie leżące na podłodze. Dlaczego spadło z szafki? Podszedłem i spojrzałem na nie. Szybka ochraniająca je pękła dokładnie w miejscu gdzie na zdjęciu znajdował się Yoseob. Moje ciało przeszedł dreszcz. Szybko wybiegłem z domu i ruszyłem po prostu przed siebie. Nie miałem pojęcia gdzie go szukać. Dość chłodny wiatr powiewał, kołysząc lekko liście na drzewie. Rozglądałem się dookoła, mając nadzieję że światła wielkiego miasta wskażą mi prawidłową drogę. Dotarłem do ciemnej ulicy, oświetlonej tylko kilkoma latarniami. W ciemnościach ,spostrzegłem w oddali postać, ktoś tam był. Rzuciłem się w tamtym kierunku . Gdy byłem już bardzo blisko, powoli nachyliłem się by ujrzeć twarz poszkodowanego. Zamarłem kiedy ujrzałem twarz mojego Yoseob’a. Leżał tam praktycznie nagi, trzęsąc się z zimna. Jego piękna twarz była teraz blada, pokryta licznymi siniakami i całą ran na jego ciele. Wziąłem poranione ciało w ramiona. Nie mogłem opanować łez, które teraz, w deszczu nie były widoczne. Kompletnie nie wiedziałem co robić, a przecież on umierał, umierał na moich rękach. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak ważna jest dla mnie osobą, jak bardzo go kocham. Przeklinałem siebie w myślach, przypominając sobie jak źle go traktowałem. To ja powinienem tu leżeć, a nie on!
-Yoseob? Słyszysz mnie? – resztki świadomości kazały mi wypowiedzieć te słowa. Czekałem na jakąkolwiek odpowiedź, czekałem aż jego piękne usta się poruszą. –Yoseob! Pomocy- krzyczałem., choć wiedziałem że nie ma tu nikogo. Zobaczyłem, że jego oczy powoli się otwierają. –Yoseob?
-K-ko-kocham Cię, pamiętaj- prawie niesłyszalnie wyszeptał i jego powieki znów złączyły się .
-Nie!- Przyłożyłem ucho do jego klatki piersiowej, nie usłyszałem nic. Moja dłoń także nie wyczuła pulsu. W tej chwili pękło moje serce. Na swoich rękach trzymałem najukochańszą mi osobę, która….która już była martwa.
Nie wyobrażałem sobie, że już nigdy nie zobaczę jego uśmiechu, nie będę mógł się zachwycać jak pięknie wygląda, kiedy wiatr lekko rozwiewa jego włosy, jego delikatnych dłoni które zawsze tak czule mnie obejmowały. Gdyby nie ja.. on dalej by żył, dalej by cieszył się życiem.
-Obiecałem kiedyś, że będę z tobą zawsze… Muszę dotrzymać słowa…
Wziąłem go na ręce i powoli ruszyłem w stronę klifu, położyłem go na ziemi i ostatni raz ucałowałem jego usta.


-Wiem, że to moja wina. Chciałbym żebyś wiedział, że zawsze cię kochałem, choć nie umiałem tego okazać… Dla ciebie…- stanąłem na brzegu przepaści, wciąłem głęboki oddech i .. odepchnąłem się. Zamknąłem oczy wiedząc, ze moje ciało roztrzaska się o skały znajdujące się przy brzegu. Chciałem być z nim zawsze. Już na wieki RAZEM. W myślach wciąż miałem jego uśmiechniętą twarz, i jego głos mówiący „Kocham Cię”…
DLA CIEBIE…










Oczywiście zapraszam do komentowania tego opowiadania oraz napisania SWOJEJ HISTORII w zakładce "MY FEELINGS" <3

sobota, 1 czerwca 2013

AKCJA "MY FEELINGS"

28 komentarzy:
Witajcie! Ta przemowa będzie pewnie bardzo nie składna, ale mam nadzieję że zrozumiecie przekaz.

Na blogu jest kilka (ale jednak <3) stałych czytelników. Czytacie moje marne opowiadania, lecz tak na prawdę łączy nas coś więcej,
ŁĄCZY NAS K-POP- wszyscy go kochamy i to PRZEZ niego i DZIĘKI niemu to wszystko się zaczęło.
Każdy z nas uwielbia to samo- naszą muzykę, mv, biasów, a tak na prawdę nie wiemy o sobie praktycznie nic.

Więc: Co powiecie na stworzenie (jeśli można to tak nazwać) "akcji" pt. "My feelings" ?
Będzie ona polegała na tym że każdy z was będzie mógł w komentarzu pod tym postem przedstawić siebie. Jak poznał kpop, za co go kocha i co on zmienił w jego życiu. Oczywiście piszcie też o swoich ulubionych piosenkach, zespołach, oraz o czym chcielibyście czytać, o waszych ulubionych paringach :)
Możecie podawać także swoje nazwy na twitterze, by każdy mógł się lepiej poznać.
Możecie pisać tu także swoje imię, skąd jesteście ile macie lat i jak długo już "siedzicie w kpopie" :D
Postaram się zebrać wszystkie wasze "feels'y"
" i stworzyć z nich ciekawą KSIĘGĘ KPOPPERÓW <3


To może ja zacznę? :D

POCZĄTEK
Moja historia z kpop'em zaczęła się około 2 lata temu, kiedy pierwszą poznaną piosenką stał się utwór Big Bang-"Fantastic Baby". Oczywiście pierwszą reakcja był śmiech, gdyż jak wiemy koreański dla innych to dość "śmieszny" język. Ale po teledysk i ta muzyka miała coś w sobie. Po kilku obejrzeniach chłopcy na prawdę wydali mi się ciekawi więc zaczęłam się wgłębiać. Poznałam potem SHINee, SuJu, MBLAQ i wiele innych bandów które kocham do tej pory. Podsumowując: Od kiedy poznałam tą muzykę moje życie zmieniło się ogromnie! Zmienił się mój pogląd na świat, moje uczucia i emocje. "Poznałam" tylu wspaniałych ludzi-muzyków, którzy POKAZALI MI ŻE MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ! Od razu zachciało mi się żyć kiedy zobaczyłam ich pasje i ciężką pracę którą wkładają w to by dojść na sam szczyt. Oczywiście nie skończyło się na samych piosenkach :) Wkraczając w świat kpop'u poznałam wiele cudownych dram, obejrzałam tysiące zabawnych filmików z koncertów, programów i występów, oraz mogłam wzruszać się przy pięknych MV jakie właśnie tworzą.
Od tamtej pory minęło tyle czasu a ja wciąż płaczę przy wielu piosenkach np.
Lee Hong Ki-"As Ever Still"
YongGuk & Yoseob-"I remember"

i oczywiście najukochańsza "Haru Haru" od Big Bang. 
Wiele utworów jest świetnych nie do płaczu lecz do tańca (amatorsko ćwiczę taniec). Ulubione to:
MAXSTEP
EXO-Wolf
EXO-MAMA
oraz MACHINE
TASTY-You know me oraz na prawdę wiele innych^^

Kpop jest ze mną zawsze-kiedy się cieszę ale też kiedy w moim życiu jest na prawdę źle, kiedy nic się nie układa. Włączam wtedy moje ukochane piosenki i rozpływam się w ich melodii zapominając o problemach. Często też puszczam te najsmutniejsze z nich i zawsze płaczę myśląc o przyszłości. Tak bardzo BOJĘ SIĘ PRZYSZŁOŚCI . Boje się że kiedyś stracę najukochańsze osoby, że one mnie opuszczą. To jednak nie jedyny powód...
Boję się także tego że moja przyszłość nie będzie wyglądać tak jak bym chciała. Od zawsze marzę o tym że kiedyś jak moje ukochane "gwiazdy"będę mogła tworzyć WŁASNĄ
MUZYKĘ, by przekazać ludziom moje EMOCJE, UCZUCIA swój PRZEKAZ. Często jednak ogania mnie smutek i przekonanie że NIE UDA MI SIĘ NIGDY.Bo niby dlaczego MNIE? Jest tyle bardziej utalentowanych ludzi na świecie... Ale wtedy pomagacie mi WY! <3 Ludzie z tt ! WIERZYCIE WE MNIE BARDZIEJ NIŻ JA SAMA <3 Za to chcę wam podziękować. To dzięki wam i motywującym piosenkom  opowiadającym o tym że MARZENIA DA SIĘ SPEŁNIĆ, jeszcze JAKOŚ ŻYJĘ^^ Mam nadzieję że dzięki CIĘŻKIEJ PRACY, WYTRWAŁOŚCI i SZCZĘŚCIU UDA MI SIE OSIĄGNĄĆ SWÓJ CEL <3


O kolejnych moich "przemyśleniach i uczuciach" będę pisać dla was dość często . Mam nadzieję że ten pomysł spodoba się wam i zaangażujecie się w stworzenie NASZEJ KSIĘGI! :D
CZEKAM NA WASZE KOMENTARZE! <33

LICZĘ NA WAS KOCHANI <3

sobota, 11 maja 2013

"Coś innego" [OS]

5 komentarzy:

No więc, to chyba ostatni OS przed rozpoczęciem wieloczęściowego opowiadania.
Ten FF jest dedykowane i stworzony specjalnie dla i przez https://twitter.com/GRi_Lover <3 Kochana wiem że to jest głupie i sama nwm o co chodzi ale miałam zryty mózg jak to pisałam^^ 
Bardzo krótkie i po prostu poje**ne xD


Autor: Zico

Tytuł: "Coś innego"
Gatunek: Komedia
Rodzaj: OneShot
FanClub: Big Bang
Typ: FanFiction

SOBOTA

7:13


Jest Sobota, tuż po 7 rano. Przed chwilą zostałem brutalnie obudzony, przez Taeyang’a. Stwierdził, że zbliża się niebezpieczeństwo. A mianowicie nim mają być T.O.P i Dragon. Ponoć uknuli chytry plan unicestwienia nas! Boję się, nie wiem co teraz  będzie. Czy przeżyjemy? Komu mogę ufać? Tyle pytań, a brak jakiejkolwiek odpowiedzi.

7:36

Nasza drużyna spenetrowała niewielką przestrzeń na polu wroga. Do tej pory nie wiem o co chodzi? Czemu to dziwne królestwo TG wypowiedziało nam wojnę? Trzęsę się coraz bardziej, nie wiem czego się spodziewać. SeingRi co chwilę nerwowo wystawia głowę z za kanapy, a Tae… Właśnie, gdzie on jest? Rozglądam się po polu walki. Cisza, jakby nikogo tu nie było. Mój wzrok w końcu odnalazł Yang’a, jest schowany pod dywanem, zaraz koło zasłony. Zbliżam się do niego, by wydobyć trochę informacji.
-Co się dzieje Tae?
-Nic nie wiesz? Smok razem z Choi’m dziw rano zostawili list z zawiadomieniem o „WIELKIEJ, KOLOROWEJ WOJNIE”. Uprzedzam twoje pytanie- polega na zaatakowaniu wroga balonem z farbą tak oby oberwał. Kiedy dostaniesz, umierasz i odpadasz z walki. Dlatego Dae miej się na baczności, nie wiadomo skąd zaatakują!- wszystko było jasne. Teraz mogliśmy tylko czekać, czekać na atak wroga. A dookoła nadal panowała głucha cisza…

7:52

Wreszcie zaczyna się bitwa. Nie wiadomo skąd w naszym kierunku wystrzelono 2 balony z amunicją w środku. Moje serce bije szybciej.
Słyszę krzyk. Rozglądam się dookoła i widzę leżącego Seungri’ego z plamą „krwi” na koszuli. –NIE!- krzyknąłem i od razu podbiegłem do niego. Było za późno, Victor już nie żył. Uroniłem łzę nad martwym ciałem przyjaciela. Teraz walka odbywała się 2/2, przy czym nasz dwójka nie była tak ślinie uzbrojona jak oddział TG.

8:02

Przeciwnicy trzymają nas w niepewności i napięciu. Od czasu zaatakowania maknae, ani jednego strzału. Zauważyłem, ze wrogowie opuścili budynek by udać się po zapas amunicji. Teraz mieliśmy chwilę na przygotowania i odpoczynek.
-Hyung, bo jest taka sprawa…
-No dawaj, mamy chwilę czasu.
-Bo nie wim czy ty, ten no…czy jesteś no wiesz…
-Tak jestem, przecież ty też.
-To tak bardzo widać?
-Tak młody widać. Nie bój się, to normalne.
-No wiem, ale dziwnie mi teraz.
-Mi też młody, nie sądziłem, że będziesz gejem-jak ja…
-Ale yhh hyung…
-Tak?
-Ale ja chciałem, no miałem na myśli, że jestem głodny… Zresztą jak zawsze, ale…
-Ale ja tylko… Ajsh.. Żartowałem młody xD
W tej chwili usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi. Już nie było czasu, ani na tłumaczenia się, ani na jedzenie. Za chwilę miała zacząć się bitwa. Pierwszy pocisk ruszył w naszą stronę. Na każdy kolejny odpowiadaliśmy tym samym. Nagle usłyszeliśmy głośnie „aaa”.
To głos T.O.P, oberwał i jak mówił regulamin umarł. Mamy przewagę, możemy wygrać.
-Dobra chłopaki poddaję się.- Z kuchni wyleciał Smok.
-Tak po prostu się poddajesz?
-A no racja, nie mam nic białego… O! Chyba że zdejmę majtki- Kwon zaczął rozpinać spodnie.
-Nie! -Krzyknęliśmy oboje, nikt nie chciał oglądać gołej dupy, nawet Dragon’a. –Po prostu się poddajesz i tyle, ok? bez żadnej bielizny.
I tak się kończy nasza wojna. Oczywiście wszyscy „zmartwychwstali”. Od razu ruszyliśmy do kuchni, każdy umierał z głodu… UCH męczący dzień…

22:38

Słyszę jakieś chałasy. Zapalam lampkę i widzę Taeyanga tonącego we krwi? Nie, to farba. Odwracam się i…… Otwieram oczy, patrzę na koszulke jest cała zaplamiona. 
-Oberwałeś! Haha- słyszę głos Dragon’a. Oszukał nas.-  ZAŁATWIŁEM WAS! Hahaha xD
-Smoku ty wredna szm**o xD


Mam nadzieję, że się podobało xD
ZOSTAW KOMENTARZYK :D