music

sobota, 11 maja 2013

"Coś innego" [OS]

5 komentarzy:

No więc, to chyba ostatni OS przed rozpoczęciem wieloczęściowego opowiadania.
Ten FF jest dedykowane i stworzony specjalnie dla i przez https://twitter.com/GRi_Lover <3 Kochana wiem że to jest głupie i sama nwm o co chodzi ale miałam zryty mózg jak to pisałam^^ 
Bardzo krótkie i po prostu poje**ne xD


Autor: Zico

Tytuł: "Coś innego"
Gatunek: Komedia
Rodzaj: OneShot
FanClub: Big Bang
Typ: FanFiction

SOBOTA

7:13


Jest Sobota, tuż po 7 rano. Przed chwilą zostałem brutalnie obudzony, przez Taeyang’a. Stwierdził, że zbliża się niebezpieczeństwo. A mianowicie nim mają być T.O.P i Dragon. Ponoć uknuli chytry plan unicestwienia nas! Boję się, nie wiem co teraz  będzie. Czy przeżyjemy? Komu mogę ufać? Tyle pytań, a brak jakiejkolwiek odpowiedzi.

7:36

Nasza drużyna spenetrowała niewielką przestrzeń na polu wroga. Do tej pory nie wiem o co chodzi? Czemu to dziwne królestwo TG wypowiedziało nam wojnę? Trzęsę się coraz bardziej, nie wiem czego się spodziewać. SeingRi co chwilę nerwowo wystawia głowę z za kanapy, a Tae… Właśnie, gdzie on jest? Rozglądam się po polu walki. Cisza, jakby nikogo tu nie było. Mój wzrok w końcu odnalazł Yang’a, jest schowany pod dywanem, zaraz koło zasłony. Zbliżam się do niego, by wydobyć trochę informacji.
-Co się dzieje Tae?
-Nic nie wiesz? Smok razem z Choi’m dziw rano zostawili list z zawiadomieniem o „WIELKIEJ, KOLOROWEJ WOJNIE”. Uprzedzam twoje pytanie- polega na zaatakowaniu wroga balonem z farbą tak oby oberwał. Kiedy dostaniesz, umierasz i odpadasz z walki. Dlatego Dae miej się na baczności, nie wiadomo skąd zaatakują!- wszystko było jasne. Teraz mogliśmy tylko czekać, czekać na atak wroga. A dookoła nadal panowała głucha cisza…

7:52

Wreszcie zaczyna się bitwa. Nie wiadomo skąd w naszym kierunku wystrzelono 2 balony z amunicją w środku. Moje serce bije szybciej.
Słyszę krzyk. Rozglądam się dookoła i widzę leżącego Seungri’ego z plamą „krwi” na koszuli. –NIE!- krzyknąłem i od razu podbiegłem do niego. Było za późno, Victor już nie żył. Uroniłem łzę nad martwym ciałem przyjaciela. Teraz walka odbywała się 2/2, przy czym nasz dwójka nie była tak ślinie uzbrojona jak oddział TG.

8:02

Przeciwnicy trzymają nas w niepewności i napięciu. Od czasu zaatakowania maknae, ani jednego strzału. Zauważyłem, ze wrogowie opuścili budynek by udać się po zapas amunicji. Teraz mieliśmy chwilę na przygotowania i odpoczynek.
-Hyung, bo jest taka sprawa…
-No dawaj, mamy chwilę czasu.
-Bo nie wim czy ty, ten no…czy jesteś no wiesz…
-Tak jestem, przecież ty też.
-To tak bardzo widać?
-Tak młody widać. Nie bój się, to normalne.
-No wiem, ale dziwnie mi teraz.
-Mi też młody, nie sądziłem, że będziesz gejem-jak ja…
-Ale yhh hyung…
-Tak?
-Ale ja chciałem, no miałem na myśli, że jestem głodny… Zresztą jak zawsze, ale…
-Ale ja tylko… Ajsh.. Żartowałem młody xD
W tej chwili usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi. Już nie było czasu, ani na tłumaczenia się, ani na jedzenie. Za chwilę miała zacząć się bitwa. Pierwszy pocisk ruszył w naszą stronę. Na każdy kolejny odpowiadaliśmy tym samym. Nagle usłyszeliśmy głośnie „aaa”.
To głos T.O.P, oberwał i jak mówił regulamin umarł. Mamy przewagę, możemy wygrać.
-Dobra chłopaki poddaję się.- Z kuchni wyleciał Smok.
-Tak po prostu się poddajesz?
-A no racja, nie mam nic białego… O! Chyba że zdejmę majtki- Kwon zaczął rozpinać spodnie.
-Nie! -Krzyknęliśmy oboje, nikt nie chciał oglądać gołej dupy, nawet Dragon’a. –Po prostu się poddajesz i tyle, ok? bez żadnej bielizny.
I tak się kończy nasza wojna. Oczywiście wszyscy „zmartwychwstali”. Od razu ruszyliśmy do kuchni, każdy umierał z głodu… UCH męczący dzień…

22:38

Słyszę jakieś chałasy. Zapalam lampkę i widzę Taeyanga tonącego we krwi? Nie, to farba. Odwracam się i…… Otwieram oczy, patrzę na koszulke jest cała zaplamiona. 
-Oberwałeś! Haha- słyszę głos Dragon’a. Oszukał nas.-  ZAŁATWIŁEM WAS! Hahaha xD
-Smoku ty wredna szm**o xD


Mam nadzieję, że się podobało xD
ZOSTAW KOMENTARZYK :D


niedziela, 28 kwietnia 2013

"Ostatnia rozmowa z Bogiem" [OS]

12 komentarzy:

Hej :) Znów dawno nie było nic wstawiane, ale wybaczcie mi :) Nie długo pojawi się kilka nowych OneShot, oraz w planach mam coś dłuższego. Lecz na razie zapraszam do czytania oto tego ff- jest dość smutny ,ale obiecuję, że następne bd weselsze :) dobra kończę gadać głupoty xD po prostu PRZECZYTAJCIE I ZASTAWCIE PO SB KOMENTARZYK <33
Wiecie napisałam to kiedy miałam wielkiego doła :( Podsumowując: TO PO PROSTU MOJE UCZUCIA.

Autor: Zico
Tytuł: "Ostatnia rozmowa z Bogiem"
Gatunek: Dramat
Rodzaj: OneShot
FanClub: SHINee
Typ: FanFiction

Jestem sam, tylko ja w moim pokoju. Wszyscy już dawno śpią, a ja wciąż nie mogę zasnąć. Na zegarku jest 1:06. Siedzę skulony w rogu łózka i płaczę, spoglądając przez okno na niebo. Łzy same cieknął z moich oczu. Zastanawiam się nad sensem mojego życia, sensem tego wszystkiego.  Po co w ogóle żyję, jestem komukolwiek potrzebny? Rodzicom tylko przeszkadzam, fałszywi przyjaciele już dawno mnie olali.. Nie mam już nikogo. Wciąż płaczę, nie umiem się powstrzymać, chociaż  może to dobrze? Przynajmniej tak pozbędę się moich emocji. Poszedłbym pobiegać, tak jak zawsze, ale no nie będę się wygłupiał o 1 w nocy. Zawsze to robię kiedy jest mi źle, tak jak teraz, ale jest zimno no i środek nocy.  Czemu jest mi tak smutno. Boże co ja ci takiego zrobiłem, że aż tak cierpię? Dlaczego akurat ja? Dlaczego zabrałeś mi moje całe szczęście? Pamiętasz jak kiedyś ciągle się uśmiechałem, jak uwielbiałem się śmiać, jak cieszyłem się życiem? Czy teraz widzisz mnie szczerzącego się, jak dawniej? Panie, pomóż mi, proszę cię tylko to, abyś dał mi siłę, by to jakoś wytrzymać, by wytrzymać jakoś moje życie… Znów spoglądam na niebo.  Siedzisz tam, gdzieś wysoko i patrzysz na to wszystko. Czy nie zastanawiałeś się kiedyś nad tym czemu krzywdzisz tak wielu ludzi? Wierzę w Ciebie, ale to naprawdę niesprawiedliwe… Dlaczego jednym dajesz wszystko czego zapragną, a innym zostawiasz sam smutek, jak mnie? Ja już dłużej  nie dam rady, proszę Cię o pomoc…
Coś kazało mi wstać. Ubieram się szybko w byle co i wybiegam z domu, w środku nocy. Po drodze wkładam słuchawki w uszy i puszczam moją „smutną playliste”. Zmierzam w dobrze znane mi miejsce.

 Tam właśnie zawsze jestem, kiedy chcę zapomnieć o całym, otaczającym mnie świecie. Po około 10 minutach dochodzę do celu. Idą polną drogą, pośród ciemności. Nie boje się  niczego. Smutnymi oczyma wodzę po niebie, wdycham świeże, zimne, poranne już powietrze. Nie myślę o niczym, po prostu czuję. Spoglądam na światła miasta iskrzące się w oddali. Zawsze gdy je widzę, myślę o moim marzeniu. Pamiętasz jeszcze jak  mówiłem Ci, że kiedyś wszystkie światła będą należeć do mnie, ze kiedyś spełnię swoje marzenia? Pamiętasz, jak mówiłem Ci w modlitwie, że będę kimś, że będę pisał własną muzykę ,bo to kocham. Wierzyłem, że ludzie będą chcieli jej słuchać. Pamiętasz?! Dziś już w to nie wierzę. Jestem zbyt słabą istotą, by być tą jaśniejszą z miliona gwiazd… Brak mi wiary w siebie. Może dlatego, że nikt mnie nie wspiera?  To nie ważne… Dziś już wiem, ze życie jest dla mnie zbyt trudne. Te wszystkie problemy, ta cholerna samotność. Zawsze jestem sam, inny niż reszta. Ciągle chodzę smutny, nie wiem do czego ja dążę w życiu… Nie mam już nawet nadziei, a przecież ona umiera ostatnia. Przepraszam Cię Boże, ale nie mam już siły tego znosić. Zawsze gdy brakowało mi sił, zwracałem się do Ciebie z nadzieją, ze mi pomożesz i tak było. Jednak nie dziś. Dziś zabrakło mi tej mocy. Może, nie, na pewno to głupie co teraz zrobię ale, zrozum inaczej nie mogę…

Z moich oczu zaczyna ciec coraz więcej kropel łez. Zawracam, idę z  powrotem w stronę domu. Zaczynam biec. Być może to mnie trochę uspokoi.  Muzyka zagłusza moje kroki, mój przyspieszony oddech. Słyszę tylko ją. Widzę tylko ciemność i „moje światła”. Już trochę zmęczony, dobiegam do głównej ulicy. Staję na brzegu jezdni. Widzę zbliżające się światła samochodu. Tak, jest duży. Reflektory zaczynają mnie oślepiać, już nie myślę racjonalnie. Gdy światła są praktycznie przy mnie, szybko ruszam do przodu.

Czuję silny ból i widzę tylko oślepiający blask. Czuję, ze lecę w powietrzu. Upadam. Słyszę trzask łamanych kości, moich kości. Chwilowo ból jest nie do zniesienia, jednak po chwili praktycznie go już nie czuję. Słyszę krzyk kobiety, biegnie ku mnie, rozmawia przez telefon. Pewnie wzywa pomoc, mi ona już się nie przyda. Nie wierzę, Boże, ja znów płaczę. Chciałbym otrzeć te jebane łzy, jednak nie mogę. Nie potrafię podnieść ręki. Czuję smak krwi. Kątem oka widzę jak parę kropel ów płynu kapie na ulicę, z moich ust. Nie boję się Panie, wie że jesteś przy mnie.  Kobietą klęczy przy moim ciele, coś mówiąc. Ja nie słyszę nic oprócz wielkiego szumu. Wszystko jest jakby spowolnione. Błądzę wzrokiem po niebie. Gwiazdy… To chyba ostatni raz kiedy je widzę, kocham na nie patrzeć. Mam nadzieję, że mi wszystko wybaczysz i zabierzesz moją dusze w lepsze miejsce. Czuję ucisk w głowie, świat zaczyna wirować i nagle przestaje. Tak, Boże, czuję że nadchodzi mój koniec. Ostatkiem sił otwieram usta i szepczę i ”Przepraszam Cię Boże, przepraszam za wszystko”.
 Nie czuję już nic, ani bólu ani smutku. Praktycznie czuję już radość z naszego spotkania Panie. Słyszę głośne, powolnie bicie mojego serca, które powoli słabnie.Odgłos staje się już praktycznie niesłyszalny. Ostatni raz uśmiecham się. Moje serce przestaje bić. Zamykam oczy, a ostatnim obrazem jest widok świateł miasta, „MOICH ŚWIATEŁ”. Świateł, które nigdy już nie będą moje. Świateł, o których tak marzyłem. Ostatnia łza spływa po moim martwym już ciele.
Mam nadzieję, że przyjmiesz mnie do Siebie, Boże… To ja, Twój Taemin.

niedziela, 31 marca 2013

THE VERSTAILE BLOGGER AWARD :D

1 komentarz:

The Verstaile Blogger Award - bardzo dziękuję http://keeping-love-again.blogspot.com  

http://k-pop-opowiadania.blogspot.com  

http://welcome-to-my-world.blogspot.com

oraz http://love-and-scary.blogspot.com za nominację ;)


Aż 4 nominacje?! To naprawdę wilekie wyróżnienie *płacze* <3





Zasady konkursu :D


    1. podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
    2. pokazać nagrodę "Verstaile Blogger Award" u siebie na blogu
    3. ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
    4. nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
    5. poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów  
    7 faktów o mni
    e :
    1. Bardzo chciałabym nauczyć się perfekcyjnie j.angielskiego.
    2. Kocham czytać yaoi :)
    3. Zawsze zazdroszczę muzykom tego że mogą pokazać światu swój talent, marzenia...
    4. Zaraziłam k-popem już 3 osoby^^
    5. Nienawidzę gdy ktoś krytykuje "naszą" muzykę.
    6. KOCHAM SPIEWAĆ i TAŃCZYĆ<3
    7. Jestem bardzo aktywną osobą.

    Nominacje trafiają do :



    Na razie tylko tyle nominacji :)

            piątek, 22 marca 2013

            "List pożegnalny" [OS]

            11 komentarzy:

            Tytuł: "Lis pożegnalny"Autor: MinnieGatunek:DramatRodzaj:OneShot
            FanClub: B.A.PTyp: Yaoi


            „List pożegnalny”

            Mówiłeś „KOCHAM”, mówiłeś „NA ZAWSZE”. Ufałem Ci. Obiecywałeś „WSPÓLNĄ PRZYSZŁOŚĆ”, że nikt nas nie rozłączy. Wierzyłem. Oddałem Tobie  wszystko, oddałem całe moje życie.
            Pewnego wieczoru nie wróciłeś na noc. Martwiłem się. Szukałem wszędzie. Narażałem się, by Ciebie odnaleźć.
            Rano wróciłeś. Nie wypowiedziałeś ani jednego słowa. Twoja koszula pachniała jakoś inaczej niż zwykle. Twoje ciało było pokryte czerwonymi plamkami. Pytałem gdzie byłeś, nie odpowiadałeś. Nie chciałeś na mnie spojrzeć, nie chciałeś, bym Cię dotykał.
            Siedziałeś sam na krześle, pijąc whisky prosto z butelki. Byłeś smutny. Od tamtego czasu nie powiedziałeś tych dwóch słów, które kiedyś powtarzałeś mi codziennie „Kocham Cię”. Z dnia na dzień bardziej oddalałeś się ode mnie. Coraz częściej znikałeś na całe noce. Zdarzały się również puste, samotne dni bez Ciebie. Powoli umierałem. Coraz częściej robiłeś mi awantury o błahe rzeczy. Mimo tego kochałem Cię.
            Pewnego dnia mój dotychczasowy świat zawalił się. Powiedziałeś, że odchodzisz, że już mnie nie kochasz. Próbowałem Cię zatrzymać. Nie pozwalałem spakować do końca walizki. Szlochałem. Nie chciałem przepuścić Cię do drzwi. Złapałeś mnie za ramiona i „rzuciłeś” na podłogę. Moja głowa uderzyła o kant stolika. Z rozciętej skóry zaczęła spływać krew. Poplamiła biały dywan. Widziałem tylko jak zamykają się za Tobą drzwi.
            Odszedłeś. Ja wariowałem siedząc samotnie zamknięty w czterech ścianach, niegdyś naszego wspólnego, mieszkania. Miałem nadzieję, że powrócisz. Przeprosisz, że będziemy znowu razem. Głupia nadzieja.
            Zwiedziłem miejsca, w których bywaliśmy razem. Widziałem nas. Widziałem jak przytulasz mnie do siebie, mierzwisz mi dłonią włosy. Próbujesz dobrać się do mojego ciała. Mimowolnie uśmiecham się.
            Ostatnie miejsce, w który byliśmy. Kawiarnia z tą wielką filiżanką na szyldzie, którą tak się fascynowałeś.
            Rząd stolików nie zmienił swojego ustawienia. Wszystkie miejsca były puste, tylko przy naszym stoliku ktoś siedział.
            Wtedy to zobaczyłem. Siedziałeś tam, ale beze mnie. Moje miejsce zajmowała tajemnicza, ciemnowłosa osoba. Uśmiechałeś się do niej, tak jak kiedyś do mnie. Gładziłeś dłonią jej dłoń. Ciemnowłosa osoba rumieniła się i drżała pod twoim dotykiem. Nachyliłeś się i ucałowałeś JEGO usta.
            Obraz wokół mnie zawirował. Moje kolana stały się miękkie. Przytrzymałem się pobliskiej latarni. Coś w głębi mnie strasznie zabolało. Moje serce krwawiło. Musiałem jak najszybciej stamtąd uciec.
            Był wieczór, czekałem pod twoimi drzwiami. Czekałem na Ciebie.
            Przyszedłeś. Nawet nie zwróciłeś na mnie uwagi. Wyminąłeś mnie      i zacząłeś otwierać drzwi. Położyłem dłonie na twoich ramionach. Stanąłeś w bezruchu. Odwróciłeś się powoli zrzucając moje dłonie. Błagałem Ciebie jeszcze raz, byś dał nam szanse. Upadłem na kolana. Po moich policzkach spływały łzy. Powiedziałem, że Cię kocham.
            Zaśmiałeś się. Zacząłeś mnie wyzywać. Mimo tego nadal Cię kochałem. Pobiłeś mnie, naplułeś mi w twarz, a ja Ciągle powtarzałem, że Cię kocham.
            Leżałem na zimnym chodniku. Z nieba spadały na Ziemię płatki śniegu. Krew sączyła się z moich ust, rozciętej skóry na skroni, ale nie tylko te miejsca krwawiły. Moje, rozdarte przez potężne szpony, serce również. Czułem się okropnie. Nie miałem siły się podnieść. W głowie wciąż miałem Twoje słowa „Mam kochać takiego nieudacznika? Jesteś szmatą YoungJae. Nie wiem jak mogłem pokochać taką osobę...”. Z moich oczu spływały łzy. Zebrałem w sobie wszystkie siły i podniosłem się. Odszedłem.
            Siedziałem przed stołem, na którym leżała kartka. W ręku trzymałem pióro, które mi kiedyś podarowałeś. Ciągle płakałem. Moje serce, moja dusza była pustką. Wiedziałem co chcę napisać. Tyle, że nie wiedziałem jak. Zacząłem od początku. „Mówiłeś „KOCHAM”...”.
            Złożyłem kartkę na pół i nadałem jej tytuł „List pożegnalny”.
            Cały pergamin był w plamach od moich łez, które ciągle wypływały spod moich powiek.
                    Powiedziałeś kiedyś „Zamknij się wreszcie i zostaw mnie w spokoju...”. Chciałem spełnić twoją prośbę.
            Pewnie czytasz teraz ten list. Proszę nie rób sobie nic z tego. Żyj dalej, bądź szczęśliwy. Chciałem tylko, żebyś miał jakąkolwiek pamiątkę po mnie. W tym momencie pewnie stoję na moście Banpo lub moje ciało opada właśnie na dno rzeki.
            Proszę zapamiętaj te miłe chwile, które spędziliśmy razem. Zrób to dla mnie. Spełnij moją ostatnią prośbę. Pamiętaj, że zawsze nad tobą czuwam, nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nadal Cię kocham Kim Himchan...

            Yoo Young Jae 

            czwartek, 21 lutego 2013

            "Modlitwa" [OS]

            17 komentarzy:

            Bardzo długo zajęło mi napisanie tego ff, potem jeszcze poprawki itp. Trwało to w nieskończoność-.- Ale w końcu się udało! Jest i mam nadzieję że się wam spodoba!:D

            Tak się zastanawiam czy tytuł jest na pewno trafiony..:) Ale nich już bd :)

            Tytuł: "Modlitwa"
            Autor:
            Zico
            Gatunek: Dramat
            Rodzaj: OneShot
            FanClub: B.A.P
            Typ: FanFiction


            Miłość? Miłość jest nie tylko uczuciem łączącym ludzi, jest całym ich życiem. Więc jeśli miłość znika, kończy się także życie, zostaje pozbawione sensu. Kiedy ona umiera, umiera też część duszy i serca człowieka, które pamiętają każdy, nawet najmniejsze wspomnienie.
            Nie przestaje się kochać z dnia na dzień. Jeśli ktoś zapomina o nas tak szybko, to znaczy że ta osoba nigdy tak naprawdę nas nie kochała. Ludzie darzą się miłością latami, są ze sobą „na dobre i na złe”. Nawet gdy popełnisz błąd, to ukochana osoba wybaczy ci, zapomnie i nie opuści, będzie z tobą NA ZAWSZE. Właśnie te słowa, tak łatwo je wypowiedzieć, tylko one dwa a znaczą tak wiele. Jednak trzeba bardzo uważać wypowiadając je. Często „na zawsze” nie znaczy wiecznie, kochać „na zawsze” to być przy kimś aż do końca naszych dni. Najbardziej rani , gdy zależy nam na nie właściwej osobie, gdy to uczucie jest od nas silniejsze, gdy pragniemy tylko jej, a ona nie może, już nie potrafi darzyć nas tym samym uczuciem.
            To skłania nas do rzeczy, o których wcześniej nigdy nie myśleliśmy…

            Usiadłem pod ścianą. W całym pokoju panowała ciemność, jedynie światło księżyca wpadało przez małe okno, oświetlając nie wielki kawałek pomieszczenia. Spojrzałem w niebo, całe pokryte setkami gwiazd. Ahh jak ja kochałem na nie patrzeć, mogłem to robić godzinami, słuchając przy tym ulubionych piosenek i zapominając o całym otaczającym mnie świecie.
            Byłem sam, w domu nie było nikogo oprócz mnie. Panowała tu grobowa cisza, przerywana tylko cichym tykaniem zegara. Teraz myślałem tylko o tym co było, tylko o tobie. O każdej spędzonej razem chwili, kiedy byliśmy szczęśliwi. Minął już miesiąc, a ja wciąż nie mogłem wyrzucić z mojej głowy, obrazu twojej uśmiechającej się do mnie twarzy.  W mojej pamięci zatrzymam te wszystkie  wspaniałe wspomnienia, na zawsze.To kiedy chodziliśmy na długie spacery, trzymając się za ręce i śmiejąc z najdrobniejszych rzeczy. Nigdy też nie zapomnę też żadnego z tych wspaniałych wieczorów, nocy kiedy razem oglądając filmy i siedząc pod kocem, ja wtulałem się w ciebie, w twoje umięśnione, ciepłe ciało. Nawet nie wiesz, że nigdy nie bałem się tych wszystkich tandetnych horrorów, a ukrywałem się w twoich ramionach tylko po to by czuć twoje ciepło, by być jeszcze bliżej ciebie, a ty wtedy przytulałeś mnie i całowałeś w policzek myśląc, że przez to będę się czuł bezpieczniej.
            Tak kochałem być z tobą, w każdej z tych niezliczonych chwil. Lecz teraz jestem tu, sam i nawet nie wiesz jak mi cię bardzo brakuje. 
            Twojego męskiego głosu, twoich dużych miękkich, delikatnych ust. Ust, które odkryły każdy kawałek mojego ciała. Twoich dłoni, które tak świetnie poruszały się, błądząc po moim brzuchu, szyi, pośladkach.. Tak bardzo za tobą tęsknię YongGuk…  

            Siedziałem tak wpatrując się w niebo, starając sobie przypomnieć wszystkie te cudowne chwile, spędzone razem z nim.  Wszystkie myśli plątały mi się w głowie. Nie byłem już pewny swoich uczuć.
            -YongGuk…- wyszeptałem, zaciskając żyletkę w swojej ręce. Otworzyłem dłoń, kawałek metalu zdążył już ją pokaleczyć. Spojrzałem na „czysty” jeszcze nadgarstek , przyłożyłem do niego ostre narzędzie i bez chwili zawahania docisnąłem go najmocniej jak tylko umiałem.  Przesunąłem nim po ciele, następnie postąpiłem tak jeszcze kilka razy.  Z utworzonych przed chwilą raz zaczęła płynąć gęsta, ciemnoczerwona krew.  Nie czułem bólu, czułem tylko jak szybko bije moje serce.  Kilka kropel zdążyło już upaść na ziemię brudząc przy tym kafelki.
            Rozcinałem moją skórę, tyle razy, aż na ojej ręce pojawił się napis „YongGuk”. Napis był słabo widoczny spod przykrywającej go fali czerwonej cieczy. Rany były bardzo głębokie. Skóra wokół ran była obrzęknięta i rozpalona.
            Powoli zaczynałem słabnąć. Wypuściłem żyletkę z mojej dłoni, ręce bezwładnie opadły, a ja sam osunąłem się na podłogę. Mój oddech stał się ciężki. Czułem, że leże w kałuży krwi, moje  ubranie przykleiło się do ciała. Z trudnością podnosząc rękę odgarnąłem grzywkę brudząc przy tym twarz krwią.  Dopiero teraz zacząłem czuć piecznie na rękach. Ogarnęła mnie senność, moje powieki stały się ciężkie, a świat zaczął wirować.  Resztkami sił  wyciągnąłem telefon, próbując  wybrać numer przyjaciela.
            -„Halo?”- usłyszałem.
            -Kocham Cię YongGuk, pamiętaj- wyszeptałem. Chciałem by wiedział, że nadal go kocham. Nie mogąc utrzymać telefonu, upuściłem go.  Uderzając o podłogę, zbił się wyświetlacz i wypadła bateria. Teraz zepsuty aparat był całkowicie nie ważny. Czułem, ze odchodzę. Straciłem tyle krwi… Tak bardzo chciałem, by on tu był, ze mną w moich ostatnich chwilach.
            Mój wzrok powędrował na krzyż, znajdujący się na ścianie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, ę ostatnio często zapominałem się modlić. Przecież byłem Chrześcijaninem, nie powinienem zapominać. Wciąż leżąc, na wpółprzytomny, zacząłem szeptać:
            -„Boże, dziękuję Ci za wszytsko.Za moje życie, chociaż nie zawsze było cudowne, za każdą ważną dla mnie osobę, a w szczególności za YongGuk’a. Był dla mnie wszystkim… Przepraszam, że właśnie tak musiałem zakończyć moje życie, ale zrozum proszę, że ja nie mogę, nie potrafię żyć bez niego. Mam nadzieję, że mi wybaczysz i przyjmiesz do siebie . To ja Zelo to znaczy Choi Joon Hong. Boże, ja właśnie umieram. Bądź przy mnie, gdy ON nie może, nie chce.”- Oczywiście nie zapomniałem dodać pięknego AMEN na końcu. Leżałem tak, czekając na zbliżającą się śmierć. Nagle usłyszałem trzaskające drzwi i głośne odgłosy kroków na schodach. Praktycznie nie przytomny, otworzyłem lekko oczy. Nie wiedziałem, czy zobaczyłem go naprawdę, czy to też wyobraźnia zaczęła płatać mi figle. Trwałem w nieświadomości dopóki nie poczułem, ze ktoś mnie podnosi. Wtedy wiedziałem już, że to on. Jego zapach ciała, jego duże męskie dłonie.. Rozpoznam je wszędzie. Przyszedł...? Poczułem radość i mimo oblicza śmierci, uśmiechnąłem się. 
            -Choi, słyszysz mnie? Obudź się! Karetka już jedzie. Proszę Cię nie odchodź!- Jego ręce objęły mnie. Hyung przytulił mnie Jak dawno tego nie robił. Moja głowa bezwładnie opadła na jego ramię. Ostatni raz, resztkami sił otworzyłem oczy. Ujrzałem jego piękną twarz, ciemne, duże usta i te oczy, patrzące na mnie z troską. Teraz jego wzrok powędrował na moją zakrwawioną rękę. Na jego twarzy pojawiło się przerażenie.
            -YongGuk!? Dlaczego? Czemu to zrobiłeś? Zelo, dlaczego?!
            -Ja… Ja nadal cię kocham hyung! Rozstaliśmy się ponad 2 miesiące temu, ale ja nadal cię kocham. Dlaczego tu przyszedłeś?
            -Zelo, mi też dalej na tobie zależy. Wiem, ze powinienem to powiedzieć wcześniej, ale sam nie dawno to zrozumiałem, że nie umiem żyć bez ciebie.
            -Hyung, na prawdę?
             -Tak Choi, nawet nie wiesz jak mi przykro, to wszystko przeze mnie. Tak bardzo Cię przepraszam.- Jego usta lekko, na kilka sekund połączyły się z moimi.
            Drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły, wkroczyło przez nie kilku mężczyzn.
            -Tutaj jest. Bierzemy go.- powiedział jeden z nich. Sanitariusze „załadowali mnie” do karetki. Dalej nie pamiętam już nic.
            Obudziłem się w Sali szpitalnej. Moje spojrzenie od razu padło na NIEGO, był przy moim łóżku.
            -Zelo, nie rób tego więc, nie strasz mnie proszę. Straciłeś sporo krwi, ale nic ci nie będzie.
            -Hyun… Kocham Cię- sam nie wiem dlaczego to powiedziałem.
            Choi, ja też cię kocham, wiesz to. Błagam wybacz mi, proszę…
            -To nie twoja wina, to ja przepraszam, to nigdy więcej się nie powtórzy.
            -Cz ty, chcesz spróbować jesz…
            -Tak!- nie dałem mu dokończyć. Nasze usta znów połączyły się w delikatnym pocałunku.

            Po 2 dniach wyszedłem ze szpitala, a razem ze mną YongGuk. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni J



            Wszystkie wydarzenia związane z miłością uczą nas BY W NIĄ IWRZYĆ. Często jest to trudne, boimy się i to jest zrozumiałe. Wielu z nas lęka się o niej mówić. Nie chcemy jej wyznawać, ponieważ boimy się odrzucenia. Być może nie zawszenasze uczucia zostaną przyjęte z oczekiwaną przez nas reakcją, jednak zawsze warto próbować. Podsumowując: Miłość jest wspaniałym uczuciem, łączącym ludzi. NIE BÓJMY SIĘ MIŁOŚCI ;D